Ciężko jest napisać coś pozytywnego o poziomie polskiej Ekstraklasy. Zwłaszcza że w ostatnich latach zawsze zdarzały się kompromitacje, gdy polskie kluby wyściubiały nosy ze swojego grajdołka i stawały do walki z europejskimi zespołami. Paradoksalnie jednak ostatnie sezony pokazują również, że polska liga robi się coraz atrakcyjniejsza dla obcokrajowców, również tych, którzy nie są do końca anonimowi.

Prawdę mówiąc już wcześniej do polskich zespołów trafiali piłkarze, którym zdarzyło się parę razy kopnąć piłkę prosto. Inną sprawą jest, że byli wówczas o wiele bardziej wypaleni niż współcześni piłkarscy „emeryci”. Chociaż tezie tej przeczyć będzie (o ile dojdzie do skutku) transfer Collinsa Johna do Piasta Gliwice. Ani on w wieku emerytalnym (niespełna 28 lat), ani też jakoś specjalnie w rytmie meczowym (ostatni raz regularnie grał w 2010 roku). Mimo opinii, że każdy piłkarz z importu zabiera miejsce w składzie jakiemuś utalentowanemu chłopakowi z Polski, który musi przez to gnić w niższej lidze, wizerunkowo klub wychodzi na tym lepiej. W końcu prędzej przyciągnie się ludzi na trybuny i przed telewizory znanym nazwiskiem niż młokosem z potencjałem, ale bez umiejętności. „Business is business”, a kasa musi się zgadzać.

football money

Wczoraj (30.07) Lechia Gdańsk zremisowała z Barceloną 2:2. Takie mecze również są reklamą dla polskiej piłki, bo transmisja szła na cały świat. W pewnym momencie Lechia była nawet w światowych trendach na Twitterze. A właśnie, Twitter. Dla obcokrajowców był to po prostu sparing Barcelony z klubem, o którym 99% z nich słyszało pierwszy raz w życiu. I co? No i nic. Drużyna ta okazała się być całkiem niezła, a remis poszedł w świat. Zawodnicy Barcelony oczywiście nie pokazali pełni swoich możliwości (pewnie nie grali nawet na pół gwizdka), ale przecież nikt im gwoździami butów do boiska nie przybijał. Kilka dni temu w podobnym składzie rozbili Valerengę Oslo 7:0. Zresztą Lechia była na przegranej pozycji – niedzielni kibice i flety mieniące się „dziennikarzami” szydziliby z niej niezależnie od wyniku. Na Twitterze loża szyderców jarała się  swoimi niby śmiesznymi uwagami w takim samym stopniu jak meczem jarali się redaktorzy z TVP. Chociaż akurat ich podnieta była godna szydery. Barcelona przyjechała, pobiegała, kasę zgarnęła i pojechała. Lechia zrobiła sobie bardzo dobrą reklamę, a wielu jej zawodników miało naprawdę fajną przygodę. Tylko Polacy oczywiście niezadowoleni.

Wróćmy jednak do tematu. Z małym trudem, ale jednak udało się uzbierać jedenastkę piłkarzy, którzy przychodzili do polskiej ligi nie będąc anonimowymi grajkami.

BRAMKARZ

Angelo Hugues (Wisła Kraków 2002-2003)

angelo hugues

Zanim trafił do krakowskiego zespołu, we francuskiej ekstraklasie rozegrał 123 spotkania. Zdobył mistrzostwo Francji w sezonie 1987/88 w barwach Monaco, a jako gracz Olympique Lyon triumfował w Pucharze Ligi Francuskiej w sezonie 2000/01. 29 lipca 2002 przeszedł do Wisły Kraków. W drużynie Białej Gwiazdy spędził jeden sezon, podczas którego rozegrał 18 spotkań i zdobył mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski. Rok później został zawodnikiem Bastii, a po kolejnych 12 miesiącach przeszedł do Gallia Club Lunel, gdzie zakończył piłkarską karierę.

OBROŃCY

Kew Jaliens (Wisła Kraków 2011-2013)

kew jaliens

Jego pierwszym profesjonalnym zespołem była Sparta Rotterdam, w barwach której w 1997 roku zadebiutował w Eredivisie. Dwa lata później przeszedł do drużyny Willem II Tilburg, a w 2004 roku trafił do AZ Alkmaar, z którym zagrał w półfinale Pucharu UEFA (strzelił nawet bramkę w rewanżu), zdobył wicemistrzostwo (2006) i mistrzostwo (2009) Holandii.

1 marca 2006 roku Jaliens zadebiutował w reprezentacji w wygranym 1:0 spotkaniu z Ekwadorem. Na Mistrzostwach Świata w Niemczech zagrał jednak tylko w ostatnim grupowym meczu z Argentyną (0:0), a Holandia odpadła już w 1/8 finału. W sumie w pierwszej reprezentacji wystąpił 11 razy. W 2008 roku Jaliens reprezentował swój kraj na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Wystąpił w pełnym wymiarze czasowym we wszystkich trzech spotkaniach grupowych. Holandia w ćwierćfinale przegrała z Argentyną, ale piłkarz nie mógł wystąpić w tym meczu z powodu nadmiaru żółtych kartek.

W styczniu 2011 roku został zawodnikiem Wisły Kraków. Pół roku później dołożył do kolekcji kolejny tytuł mistrzowski. Pierwszego ekstraklasowego gola dla Wisły strzelił w trakcie następnego sezonu, 3 marca 2012 roku, w wygranym 2:0 meczu z Lechią Gdańsk. Pod koniec swojej przygody z Wisłą grał jednak słabo, a klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu.

Ulrich Borowka (Widzew Łódź 1997)

uli borowka

Reprezentant RFN pochodzenia polskiego. W drużynie narodowej zagrał sześć razy, w tym czterokrotnie podczas mistrzostw Europy w 1988 roku (RFN poległa w półfinale). W Bundeslidze występował w Borussii Mönchengladbach (1981-1987) oraz w Werderze Brema (1987-1996), rozgrywając 388 ligowych spotkań i strzelając 19 bramek. W sezonie 1991/1992 Werder zdobył Puchar Zdobywców Pucharów, wygrywając w finale 2:0 z AS Monaco. Borowka rozegrał cały mecz, a na ławce rezerwowych zespołu z Ligue 1 siedział wtedy Angelo Hugues.

W grudniu 1995 roku 33-letni piłkarz odszedł z bremeńskiego klubu, a w kolejnym sezonie przeniósł się do amatorskiej Tasmanii 1900 Berlin, w której zagrał jednak tylko jeden mecz. Następnie zaliczył bardzo krótki epizod w trzecioligowym wówczas Hannoverze 96, podczas którego nie zagrał ani minuty. Skąd taki zjazd? Otóż obrońca zmagał się z problemami alkoholowymi (konkretnie codziennie zmagał się ze skrzynką piwa i butelką whisky, co przyznał w wydanej niedawno autobiografii).

W Widzewie wystąpił w ośmiu meczach drugiej części sezonu 1996/1997, w którym łódzka drużyna wywalczyła mistrzostwo, a karierę kończył trzy sezony później w grającej w jednej z niższych lig niemieckich Viktorii Rheydt.

Anatolij Demjanenko (Widzew Łódź 1991-1992)

anatolij demjanenko

Karierę piłkarską rozpoczął w Dnipro Dniepropietrowsk w 1975 roku. Cztery lata później został zawodnikiem Dynama Kijów, z którym w 1986 roku wygrał finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Demjanenko był wówczas kapitanem drużyny. W lidze ZSRR Ukrainiec rozegrał 322 mecze i strzelił 28 goli.

W reprezentacji Związku Radzieckiego rozegrał 80 meczów, sześciokrotnie pokonując bramkarzy rywali. Grał też na Mistrzostwach Świata w Meksyku w 1986 roku, a także Mistrzostwach Europy dwa lata później. Na obu tych imprezach pełnił funkcję kapitana.

W 1991 roku wyjechał do Niemiec i został zawodnikiem 1. FC Magdeburg, ale w drużynie tej rozegrał zaledwie trzy spotkania. W sezonie 1991/92 występował w Widzewie Łódź. W lidze polskiej zagrał trzynaście razy. Latem 1992 roku powrócił do Dynama Kijów, w którym w rundzie jesiennej rozegrał czternaście meczów i strzelił jednego gola. Nie dograł sezonu do końca i postanowił zakończyć karierę.

DEFENSYWNY POMOCNIK

Amaral (Pogoń Szczecin 2006-2007)

amaral

Z jednej strony facet w ciągu 22 lat profesjonalnej kariery grał w 20 różnych klubach, z drugiej jednak 31 występów w reprezentacji Brazylii nie wzięło się znikąd. Co ciekawe, zanim zaczął zarabiać pieniądze na kopaniu piłki, Alexandre da Silva Mariano (bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko) kopał groby.

Jako 18-letni chłopak podpisał kontrakt z Palmeiras São Paulo, a dwa lata później zdobył pierwszy tytuł mistrza kraju. W kolejnym sezonie jego drużyna ponownie okazała się najlepsza. W późniejszym okresie kontuzje przystopowały karierę Brazylijczyka. W sezonie 1995/1996 w barwach klubu z największego miasta Brazylii zagrał jedynie 3 mecze. Sytuacji nie zmieniły transfery do klubów europejskich – zarówno w AC Parmie jak i w Benfice Lizbona był tylko rezerwowym. Z tego drugiego klubu powrócił na wypożyczenie  do Palmeiras, gdzie zagrał 22 mecze ligowe. W międzyczasie wystąpił z reprezentacją olimpijską na Igrzyskach w Atlancie, gdzie wywalczył brązowy medal.

W 1998 zawitał do ojczyzny na dłużej  i razem z Corinthians São Paulo wywalczył dwa tytuły mistrza kraju. Potem grał jeszcze w CR Vasco da Gama Rio de Janeiro, z którego odszedł w wyniku konfliktu z trenerem. Trafił na dwa lata do Fiorentiny, z którą już w pierwszym sezonie zdobył Puchar Włoch. Jesienią 2002 roku przeniósł się do Besiktasu Stambuł, który został mistrzem Turcji. Amaral grał tam jednak tylko pół roku, więc jego udział był raczej znikomy. Następnie wystąpił w 14 meczach brazylijskiej ekstraklasy w barwach Gremio Porto Alegre, a na początku 2004 roku podpisał kontrakt z katarskim Al-Ittihad. Zanim w końcu trafił do Pogoni, zahaczył jeszcze o brazylijskie kluby – Vitorię Salvador i Atletico Mineiro.

Szczecińskim kibicom pokazał się po raz pierwszy w meczu otwarcia rundy wiosennej sezonu 2005/2006 – 11 marca przeciwko Amice Wronki. Z kolei 8 kwietnia, w ostatniej minucie meczu między Pogonią a Górnikiem Łęczna zdobył swoją pierwszą (!) bramkę w karierze. Trzy dni później nabawił się jednak kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca sezonu. Po zakończeniu rehabilitacji Amaral powrócił do drużyny, z którą występował do momentu, w którym ponownie doznał kontuzji (31 marca 2007). I tyle go widzieli. W Polskiej Ekstraklasie zagrał w sumie w 16 spotkaniach.

Tego samego roku wrócił do ojczyzny, gdzie występował w Santa Cruz Recife i Grêmio Barueri, a następnie poleciał aż do Australii, by kontynuować karierę w Perth Glory. Później zaliczył kolejny powrót do Brazylii (Grêmio Catanduvense de Futebol), a wiosną 2011 roku obrał bardzo egzotyczny kierunek na Indonezję. Po występach w tamtejszych Manado United i Persebaya 1927, 40-letni piłkarz po raz kolejny postanowił pograć na brazylijskich boiskach – w 2013 roku widziano go w klubach Poços de Caldas FC i Itumbiara EC.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!