Nie po raz pierwszy staje mi… przychodzi mi stawać przed grą muzyczną. Tytułów wartych polecenia jest garstka, a każdy z nich musi się sporo napocić by nie być kolejnym SingStarem, Guitar Hero czy inną popierdółką dla średnio rozwiniętego nastolatka, który wygląda jak dziecko wciskające przyciski w zabawce wydającej odgłosy zwierzątek.

Pierwszy tytuł jaki przychodzi na myśl to Audiosurf, który rozbija podany mu utwór na czynniki pierwsze i robi z tego fajną, zręcznościową ścigałkę. Potem mamy jeszcze… Nie. Z fajnych gier muzycznych to by było na tyle. Było, ponieważ niedawno otrzymaliśmy dostęp do pełnej wersji (dostępnej dotychczas jako open beta) wspaniałej, nowatorskiej i przezajebistej gry Crypt of the NecroDancer.

Już sam pierwszy ekran wczytywania sprawia, że szczęka opada i miażdży klawiaturę, rozsypując dookoła wszystkie klawisze. Nie ze względu na ładny pixelart, ale z powodu muzyki, która trafia prosto w moją nostalgiczną duszę 8-bitowca. Zresztą posłuchajcie sami.

Autorem ścieżki dźwiękowej jest Danny Baranowsky, który jest również odpowiedzialny za warstwę muzyczną gier takich jak Binding of Isaac i Super Meat Boy. I nie ma co ukrywać, że Crypt of the NecroDancer, jako gra muzyczna, swój fundament ma na tyle zajebisty, że dalej może być już tylko lepiej.

Nie wiesz co to permadeath? Odejdź.

W rytm tego utworu, jak i wielu innych, skaczemy postacią, która w tanecznych przeskokach porusza się po losowo generowanych podziemiach i walczy z tamtejszą florą i fauną. Każde pacnięcie w klawisz kursora oznacza wybicie rytmu i lepiej by zgadzało się to z rytmem muzyki, ponieważ w przeciwnym razie tracisz mnożnik przydatnego złota oraz giniesz… Giniesz. I znowu giniesz.

Nawet jeżeli masz wrażenie, że dobrze ci idzie, to giniesz. To jedna z tych gier, w których konieczne jest wyuczenie się schematu poruszania przeciwnika, by w dziwnym wojennym tańcu dziabnąć go w odpowiedniej chwili. Wyobraźcie sobie grę w warcaby lub szachy, gdzie pionkiem trzeba się poruszać w momencie, gdy wybijany jest bit. Takie jest właśnie Crypt of the NecroDancer – popieprzone, dynamiczne i cholernie grywalne.

Statyczny screen bez ruchu i muzyki to jak oglądanie zdjęć jedzenia na Instagramie. Eee, nie wiem o co mi chodziło.

Sterowanie jest bajecznie proste. Poza kursorami, nie ma zupełnie nic innego do wciskania (chyba że ustawimy inaczej). Sam atak odbywa się automatycznie po wskoczeniu na przeciwnika, a ewentualne używanie przedmiotów to klepnięcie dwóch kierunków na raz – oczywiście również w rytmie. Podczas błąkania się po korytarzach natrafiasz na znajdźki, które ulepszają ekwipunek i zmieniają broń, a zebrane z tańczących truchełek pieniądze wydajesz u dżina – handlarza, który w trakcie refrenów śpiewa w rytm muzyki. Majstersztyk.

Wymagania gry? Poczucie rytmu.

Każdy poziom ma swój utwór, a od jego trudności zależy nie tylko stopień skomplikowania ataków potworków, ale też rodzaj rytmiki, jaką muzyka się posługuje. Z tego powodu Crypt of the NecroDancer wymaga całkowitego skupienia i nawet mrugnięcie w nieodpowiednim momencie może wybić z rytmu. Nie wszystkim to może odpowiadać, podobnie jak i wysoki poziom trudności. Najbardziej jednak doskwierała mi konieczność zapamiętywania sposobu walki i poruszania się przeciwników. Na głębszych podziemiach jest to niestety niezbędne by nie ginąć jak idiota co kilka skoków. A śmierć zaczyna wszystko od nowa, co potrafi rozwścieczyć zwłaszcza, gdy dotarliśmy do bossa czy stworka, który nas rozłożył jakąś nieznaną nam sztuczką.

Zanim  tu dotrzesz, będziesz mokry od potu i łez. Będziesz także mokry od satysfakcji, if you know what I mean.

Zanim tu dotrzesz, będziesz mokry od potu i łez. Będziesz także mokry od satysfakcji, if you know what I mean.

By wszystko nie było na jedno kopyto, w grze do odblokowania są dodatkowe postacie, które nieco modyfikują fundamentalne zasady gry. Jedna używa tylko bomb, inna ginie przy zebraniu złota, a jeszcze kolejna może poruszać się bez rytmu. Dodatkowo gra pozwala na załadowanie własnej muzyki, z której wyciągany jest bit, do którego klepiemy kursory. Fajny bajer, chociaż skorzystałem z niego tylko raz – by sprawdzić jego funkcjonalność. Oryginalna ścieżka dźwiękowa jest tak genialna, że nie chce się jej zostawiać nawet dla ulubionej muzyki z dysku.

Od niepamiętnych czasów nie grałem w tak nowatorską i wciągającą grę. Podczas gdy produkcje korporacji zalewają nas kolejnymi klonami, to twórcy niezależni korzystają do oporu z jedynego asa w rękawie – pomysłu. A gdy idące za pomysłem wykonanie stoi na najwyższym poziomie, to choćby nie wiem iloma pudełkami z Call of Duty czy Assasins Creedami byście we mnie rzucili, i tak zrobię unik w rytm muzyki i zaśpiewam razem ze sklepikarzem:

OCENA 9/10

A teraz podziel się, nie bądź świnka!