Rozebrał się do majtek i dygocząc z zimna położył się na stoliku, który za chwile miał się wsunąć do wielkiego tunelu, którym był rezonans magnetyczny. Jego głowę okalała cewka gradientowa, przypominająca nieco maskę hokeisty.

– Rozluźnij się, odpręż i staraj się nie myśleć o niczym – poinstruował go młody elektroradiolog obsługujący machinę.

Przez chwilę chciał podważyć kwestię nie myślenia o niczym, jako że w jego przypadku było to niemożliwe, jednak ugryzł się w język. Nie pamiętał ani jednej chwili w swoim życiu, w której nie myślał o niczym. Przetarł oczy, jakby ruch ręki miał zatrzymać chwilowo wszystkie neurony w jego głowie i wgapił się w sufit. Lampa tuż nad nim dawała przytłumione światło, które pozwalało patrzeć na nie wprost, bez oślepienia.

„Dzięki służbo zdrowia. To bardzo miłe z twojej strony, że w ten sposób zadbałaś o pacjenta.”

Uśmiechnął się pod nosem.

Stolik ruszył z lekkim mechanicznym zgrzytaniem i sylwetka Łukasza powoli zaczęła znikać w urządzeniu.

„Jak w krematorium.”

Pomyślał z przekorą i po chwili ugryzł się w umysłowy język. Miał myśleć o niczym. A raczej o niczym nie myśleć.

Przez samo staranie się żeby nie myśleć, myśli się o tym żeby nie myśleć. Z trudem obserwował wnętrze rezonansu magnetycznego, starając się nie analizować ani nie kontemplować tego co widzi i słyszy. Musiał przez chwilę odbierać zmysłami rzeczywistość niczym jakiś mikroorganizm, który przyjmuje wszystko za pewniak i nigdy nie podważa sensu ani celu własnego istnienia w danej chwili. Odrywał spojrzenie od jednego plastikowego refleksu na płaskiej powierzchni i przerzucał się na drugi, gdy tylko padł cień podejrzenia, że za chwilę w jego głowie urodzi się jakaś myśl. Obserwował przez chwilę ledwo widoczne spojenie dwóch półokrągłych fragmentów kremowego plastiku, po to by już po chwili łapać ostrość na męcie ciała szklistego swojego oka. Ale pod żadnym pozorem nie wolno mu było pomyśleć skąd się nagle wziął.

Uśmiechnął się sam do siebie w duchu i uznał to za dobrą zabawę. Mógł przecież dumać na temat zagadnień chemii stosowanej oraz tego, co psychoaktywnego można wyekstrahować z Domestosa i proszku do prania. I nikt nie miał prawa ani boskiej mocy by stwierdzić, że coś w tej chwili chodzi mu po głowie. Chyba…

„Ciekawe, czy jak trafi tu schizofrenik w ciężkim stanie, to czy też poproszą wszystkie jego osobowości o to, żeby przestały myśleć. I wszystkie głosy, żeby ucichły.”

Dźwięk pracy rezonansu przypominał ciągnik z włączonym silnikiem na jałowym biegu. Ktoś przygłuchy mógłby uznać, że strzelają z karabinów, rozkoszując się każdą kulą, bardziej niż łupiąc całą serią ślepo przed siebie. Ktoś przygłupi mógłby stwierdzić, że w urządzeniu pękła jakaś śrubka, a nienaturalne trzaski sugerują, że całość rezonansu zaraz się rozleci i zrobi niemałą krzywdę pacjentowi. Łukasz wolał jednak myśleć o trzaskaniu jako dźwięku ciągnika, który delikatnie łechtał jego ośrodek wspomnień związanych z wakacjami u dziadka na gospodarstwie rolnym.

Gdy już teraz tak radośnie sobie przeskakiwał z myśli na myśl, rezonans przestał trzaskać i powróciło zgrzytanie. Powoli wyłaniał się z krematorium do, tym razem, oślepiającego światła. Blask lampy, który jeszcze niedawno wydawał się być łagodny i przemiły, teraz nieomal nie wypalił mu spojówek z powodu przyzwyczajenia się oczu do półmroku.

– Po krzyku. Wyniki dostarczę twojemu panu doktorowi – elektroradiolog zwrócił się tonem jak do dzieciaka.

– Dziękuję. – Łukasz zatrząsł się z zimna.

– Nie myślałeś o niczym? – spojrzał przenikliwie z lekkim uśmiechem. Był bardzo młodym i szczupłym mężczyzną w modnych okularkach w grubej oprawie. Zadbana cera i schludnie ułożone włosy dodawały mu nieco pedałkowatości.

– Starałem się. A coś źle wyszło?

– Nie, nie. Wszyściutko w porządeczku. – Teraz Łukasz był niemal pewien, że rozmawia z gejem. – Mogłeś myśleć o czym chcesz, to nic nie przeszkadza. Taki mały żarcik.

– Zabawne – westchnął i przewrócił oczami.

– Owszem. Szczególnie jak się to mówi paranoikom i innym urojeniowcom.

– O czymś podobnym pomyślałem w środku.

– Fajne jest być w środku, ciekawe wrażenia – elektroradiolog zachichotał. – Jesteś w porządku, chłopie! Możesz się ubrać.

Łukasz założył z powrotem szpitalne ciuchy i oddalił się po cichu, nieświadomie zaciskając zwieracze. Bał się pomyśleć, czy rozbieranie się do gaci było konieczne.

– Zaraz, zaraz, chwilunia. A elektroencefalografia? – zapiszczał tuż za jego plecami.

– Elfen-co?

– Hehe, dobry jesteś. – Klepnął Łukasza w ramie na znak, że ma zawrócić. – Taki dobry sprzęcik tutaj mamy, a ty już chcesz uciekać.

– A to będzie konieczne?

– No mam tu wyraźnie zapisane, że potrzeba ci także badania EEG. En… ce… fa… lo… gra… fem – elektropedałek przesylabował wyraz jak do dziecka, któremu ciężko się nauczyć nowego słowa.

Łukasz westchnął w duchu i ucieszył się, że nie jest psychopatą. Już miałby kolejne zwłoki do utylizacji. Nie chciał spuszczać wzroku ze swojego adoratora, jednakże uznał, że ciągłe gapienie się może być niepotrzebną prowokacją. Wybrał rozwiązanie obserwacji kątem oka.

– Chodź za mną – rzucił do Łukasza i podreptali razem do pokoju obok.

Elektroradiolog podszedł do szafy, otworzył górną półkę i wyciągnął dziwaczną czapkę z elektrodami.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!