Przez chwilę spoglądał na babcię koło niego. Starał się to robić periodycznie z czasem powoli zwiększając sekwencyjność. Nie chciał pokazać, że ją uważnie obserwuje. Nie chciał być źle odebrany w przypadku, gdy to całe zajście byłoby czymś innym, niż tym co miał na myśli…

Stara kobieta również zerkała chwilami na Łukasza. Szczególnie upodobała sobie spojrzenie kątem oka, gdyż głowa od początku rozmowy nawet nie drgnęła. I zdawało się Łukaszowi, że robi to idealnie w tym samym momencie, gdy on spogląda na nią. Sekunda w sekundę. Gdy on łypał na nią wraz z narastającą ciszą coraz częściej, kobieta odetchnęła.

– Łukaszu, co tak mnie mierzysz wzrokiem? I tak poprzez samo patrzenie niczego się nie dowiesz.

Milczał. I to nie przez to, że nie wiedział co powiedzieć. Tylko poprzez dziwną chłopięcą skruchę, gdy ktoś dorosły przyłapie na czymś i słusznie skarci. Nie czuł tego dziecięcego wstydliwego milczenia od lat. Zawsze starał się odpyskować, dowalić i kłamliwie tłumaczyć. Szczególnie matce, którą zdarzało mu się psychicznie zgnoić za czasów nastoletnich, tylko dlatego, że zwracała mu słusznie uwagę. A ojcu… Dopiero teraz przypomniał sobie, że to uczucie szczególnie następowało przy ojcu. Przy tym ojcu, do którego miał szacunek, nie tym który się skurwił. Uzmysłowił sobie również, że gdyby ojciec zabił się pijany, nie czułby tak ogromnego żalu. Niestety wiedział, że pijany człowiek zabije się często bez większego powodu, z przypadku bądź głupiej chwili, jednak śmierć trzeźwego musiała mieć drugie dno.

Każdy człowiek posiada pewnego rodzaju fortecę myśli, do której nie dopuszcza nikogo prócz własnego ego. Często w tym pustym wyrazie twarzy, który nie wyraża najmniejszej emocji, dzieją się wewnątrz prawdziwe burze kilkunastu procesów intelektualnych. I każdy wytrącony z tego myślowego transu, który trwa najczęściej podczas codziennych automatycznych czynności, nie daje po sobie poznać, że jeszcze przed chwilą dywagował sam ze sobą na temat najwyższych spraw wszechświata.

A przynajmniej Łukasz tak miał. I miał nadzieję, że pozostali też. Wszak nie siedział w niczyjej głowie i nie było możliwości sprawdzenia, czy inni mają tak samo. Jeśli jednak w większości przypadków byłoby to tylko tępe spojrzenie niesplamione jakąkolwiek myślą – niech bóg się nad nimi zlituje. Jeżeli jest.

A mógł być nawet koło niego…

Forteca myśli, na co dzień zamknięta, wydawała mu się tym razem bytować z otwartą na oścież bramą, a wylatujące z niej przemyślenia trafiały wprost do zmysłów kobiety obok.

„Może właśnie tak wygląda choroba psychiczna?”

– O czym myślisz, Łukaszu? – zapytała. Zdawałoby się normalnie, jednak sam już nie wiedział, czy to nie przypadkiem kpina z jego przechwytywanych przemyśleń.

I teraz znowu przychodziło mu odpowiedzieć. Był pewien, że cokolwiek by nie wyartykułował, to i tak będzie źle. Wykształcił w sobie to uczucie przy okazji alkoholizmu ojca, który w pewnych momentach swojej pijackiej kariery nie akceptował niczego, co należało do trzeźwej rzeczywistości.

– O niczym szczególnym. – Typowa odpowiedź dla dywagacji o wszechstworzeniu. – Kim pani tak właściwie jest? Nie rozumiem całej tej sytuacji. Nie wiem skąd pani wie jak mam na imię. Przepraszam, miałem strasznie ciężki dzień, jeden z najcięższych w moim życiu. Tylko dzień narodzin był bardziej gówniany, ale wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Nie wiedziałem wtedy co mnie czeka, choć mogłem się domyślać. W końcu ryczałem na cały szpital. I teraz tylko same problemy, jeden za drugim.

Nie przeklął, prawie. Był z siebie dumny, gdyż nawet w największym stresie, nędzy, niedoli i nieszczęściu był w stanie przybrać pozę numer trzy – grzecznego i lekko zagubionego chłopczyka, który swoją prawdziwą osobowość oszczędza tylko dla siebie. Odgrywanie ról przychodziło mu nad wyraz naturalnie, zupełnie jakby były to jego schizofreniczne osobowości. Porzucił jednak tę myśl. Koniec końców, na tym polega życie. Ciągłe odgrywanie ról, dla różnych grup społecznych. Osobowościowy populizm i próba dostosowania się do wymogów osób trzecich. A kto nie umie, ten trąba.

Jego współtowarzyszka delikatnie się zaśmiała. Młodzieńczym i pełnym wigoru chichotem.

– Mój drogi, życie składa się w 10% z tego co nam się przydarza i w 90% z naszych reakcji na te zdarzenia, pamiętasz tę złotą myśl? To wszystko dzieje się w twojej głowie. Dla jednego coś, co jest ogromnym problemem, dla drugiego nie stanowiłoby żadnej przeszkody. Teorię przecież znasz, czemuż by się do niej nie zastosować w dalszym postępowaniu?

Łukasz poczuł zimny dreszcz. Znów czuł się przyłapany. Wyprostował się na siedzeniu, by pozwolić dreszczowi łatwiej spłynąć wzdłuż kręgosłupa i kątem oka spostrzegł przyklejoną kartkę z ogłoszeniem na odrapanym słupie podtrzymującym dach przystanku. Gdyby nie to, że była bardziej wyraźna od reszty rzeczywistości, w ogóle by na nią nie zwrócił uwagi. Jednak ta zdawała się emanować osobliwą aurą, zupełnie jak stara kobieta obok. Spojrzał dokładniej na ogłoszenie i zamarł. Wiedział już, że coś jest nie tak.

MIEJSCE W SNACH DO WYNAJĘCIA

Wszystkie numery oderwane. Na pożółkłej starej kartce widniało jedynie to enigmatyczne zdanie.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!