Zmieszajmy Jaime Pressly z Denise Richards, podzielmy średnią wieku obu pań przez dwa, a następnie do kotła dorzućmy jeszcze jakieś wydanie Playboya z lat dziewięćdziesiątych oraz garść przeterminowanych prezerwatyw wypełnionych łzami studentów polibudy. Oto przepis na Miss idealną.

I zarazem oczywistą, bowiem skąd się wzięło nieopierzone aktorskie kaczątko u boku Leonardo DiCaprio w „Wilku z Wall Street”? Oczywiście, że ze względu na urodę! I chociaż talent aktorski Margot Robbie posiada, to i tak nikt nie ma czasu go oceniać. Gdy Australijka pojawia się w kadrze, wszystkie dziewczyny mrużą zawistnie oczy, a panowie ukradkiem poprawiają spodnie.

Margot Robbie z wyglądu zbliża się do trzydziestki lub, zgodnie ze zdaniem właścicielek zazdrosnych spojrzeń, do czterdziestki. Jej prawdziwa metryka wskazuje natomiast na rok 1990, gdy to Polska dała pierwszy promyk nadziei na ćwierćwieczną przyszłość z tymi samymi gębami w parlamencie.

Córka fizjoterapeutki i byłego farmera wychowała się rozbitej rodzinie bez ojca, wraz z siostrą i dwoma braćmi. Sytuacja była na tyle nieciekawa, że w wieku 16 lat pracowała w trzech różnych miejscach by związać koniec z końcem. W szkole studiowała dramat, a mając 17 lat przeniosła się do innego miasta by stać się profesjonalną aktorką. Pierwsze produkcje filmowe z jej udziałem były bardzo niezależne i bardzo niszowe, chociaż na castingu do jednego z nich wywarła tak dobre wrażenie na reżyserze, że dostała główną rolę nie posiadając nawet żadnego agenta.

Poza rolami piątoplanowymi i kilkoma reklamami z jej udziałem, Margot Robbie na papierze z początku pochwalić mogła się tylko zdobywającą popularność rolą w 30-letnim tasiemcu „Sąsiedzi”. Zrezygnowała z niego ze względu na pościg za karierą i przeniosła się do Hollywood. Niedługo potem, w 2011 roku, trafiła do głównej obsady „Pan Am” – serialu ABC o liniach lotniczych, w którym jedną z ról grała Christina Ricci. Ze względu na słabą oglądalność, po jednym sezonie zakręcono kurek z pieniędzmi i Margot Robbie musiała poszukać sobie nowego zajęcia. Tym razem padło na romansidło „Czas na Miłość” z 2013 roku, ale nie miała zbyt dużego pola do popisu, jako że główną kobiecą rolę grała Rachel McAdams.

Mimo wszystko była to pierwsza, światowa produkcja, która otworzyła jej drogę do kariery i kolejnej roli – „Wilka  Wall Street”. Wszyscy dobrze wiedzą, że nie chodziło o talent, ale o urodę, co nie przeszkodziło jej w zdobyciu nominacji BAFTA za „Największą aktorską nadzieję kina” oraz MTV w kategorii „przełomowa rola”.

Na koncie ma również sporo przełomowych porażek – brała udział w castingu do serialu „Charlie’s Angels”, chciała być „Kopciuszkiem”, Sarą Connor z „Terminatora 5” oraz Susan Storm w „Fantastycznej czwórce”. Wszystko spaliło na panewce i pomimo gry u boku Willa Smitha w przeciętniaku komediowym „Focus” z 2015 roku, nadal czekamy na kolejną wielką rolę, która pozwoli nam zapomnieć, że Margot Robbie ma chłopaka, a my mamy dziewczyny*.

Tą rolą będzie na pewno Harley Quinn z nadchodzącego „Suicide Squad”.

*nie dotyczy osób wymienionych we wstępie
A teraz podziel się, nie bądź świnka!