Operator kamery, czyli fucha, która w kinie istnieje od samego początku. Co prawda u zarania dziejów X muzy to najczęściej sam reżyser chwytał za kinematograf, ale i dziś najważniejszy członek ekipy filmowej ma duży wpływ na pracę kamerzystów i montażystów. Również i dźwiękowców nie bierze się z łapanki. Specjaliści od obrazu i dźwięku to nierzadko najbardziej zaufani ludzie reżysera.

Naturalnie każda wielka przyjaźń ma swój początek, a te jak wiadomo bywają trudne. Czasem znajomość taka owocuje dopiero po wielu latach, ale wtedy tym bardziej należy docenić jej trwałość. Bywa że większą niż w niejednym małżeństwie – lepiej więc nie ślubować miłości i wierności montażyście, żeby nie kusić losu. Pewnie dlatego George Miller, by wzmocnić swoje małżeństwo, zrobił z żony montażystkę.

Najlepsze zdjęcia

„Zjawa” – Emmanuel Lubezki (8. nominacja, 2 Oscary)

Facet, który choć siedzi w tej branży od trzydziestu lat, to dopiero od niedawna jest doceniany. Jego kariera to modelowy przykład cierpliwego wspinania się na szczyt, bez żadnych dróg na skróty. Zaczynał od krótkometrażówek, potem trafił do meksykańskiego serialu (wcale nie telenoweli), następnie sfilmował kilka rodzimych produkcji, czyniąc później to samo po drugiej stronie granicy, aż wreszcie w drugiej połowie lat 90. dostał szansę pracy przy filmach głośniejszych („Orbitowanie bez cukru”, „Joe Black”) oraz lepszych artystycznie („Wielkie nadzieje”, „Jeździec bez głowy”). W końcu nadszedł XXI wiek, wraz z nim filmy jeszcze lepsze, a worek z nominacjami do nagród wszelakich rozwiązał się. W ciągu ostatnich pięciu lat, Lubezki tylko w 2013 roku nie był nominowany do Oscara.

„Nienawistna ósemka” – Robert Richardson (6. nominacja, 3 Oscary)

W przypadku tej nominacji naturalnie najbardziej zwraca uwagę wykorzystanie kamery 70 mm, choć możliwość obejrzenia „Nienawistnej ósemki” w takim formacie mieli jedynie ci, którzy udali się do około stu kin na całym świecie, które zostały przygotowane do wyświetlania filmu w takiej postaci. „Hateful Eight” to piąty film Tarantino, przy którym pracował Richardson – z tej współpracy tylko obie części „Kill Bill” nie zostały docenione nominacją dla operatora. Oscary dały mu za to filmy Martina Scorsese („Aviator” oraz „Hugo i jego wynalazek”) i Olivera Stone’a („JFK”), dla którego pracował w sumie jedenastokrotnie na przestrzeni dwunastu lat (1986-1997).

„Sicario” – Roger Deakins (13. nominacja)

Jedna z największych postaci w panteonie oscarowych pechowców. Zdjęcia do „Sicario” są naprawdę znakomite, ale z Lubezkim i Richardsonem ciężko będzie Deakinsowi wygrać. Ostatnią poważną nagrodę zdobył pięć lat temu (BAFTA za zdjęcia do „Prawdziwego męstwa”) i nawet mimo tego, że w tym czasie tylko w 2012 roku nie został nominowany do Oscara, to statuetki nie udało mu się zdobyć. W ciemno można strzelać, że nie zmieni się to w tym roku, oraz że w przyszłym Deakins znów będzie nominowany, za „Ave, Cezar!” braci Coenów, z którymi pracował w sumie przy dwunastu filmach.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – John Seale (5. nominacja, 1 Oscar)

Nasycone kolory, szerokie plany, ujęcia w scenach akcji – to niewątpliwie olbrzymie plusy zdjęć do najbardziej przecenianego przez Akademię filmu. Na szczęście mimo fabularnej płytkości, w tej kwestii „Mad Max” prezentuje się bardzo dobrze, co mogłoby Seale’owi przynieść drugą po „Angielskim pacjencie” statuetkę, jednak przy takiej konkurencji będzie to niezwykle trudne. Oprócz Oscara, współpraca z Anthonym Minghellą przyniosła operatorowi jeszcze nominację za „Wzgórze nadziei”.

„Carol” – Edward Lachman (2. nominacja)

W takim towarzystwie trudno będzie mu coś ugrać. Lachman z pewnością nie jest piątym kołem u wozu, ale ubogim krewnym pozostałych nominowanych już tak. Poprzednią nominację Lachman zawdzięcza również współpracy z reżyserem „Carol”, Toddem Haynesem – było to w 2003 roku za „Daleko od nieba”. W sumie dwójka ta pracowała przy pięciu produkcjach (3 filmy, miniserial i film dokumentalny).

Najlepszy montaż dźwięku

„Sicario” – Alan Robert Murray (8. nominacja, 2 Oscary)

Alan Robert Murray

Alan Robert Murray

Dźwięk w „Sicario” robił ogromne wrażenie – skoro film ten nie dostał nominacji w głównej dźwiękowej kategorii, to za montaż dźwięku Oscar należy mu się jak psu buda. Murray to zaufany człowiek Clinta Eastwooda, dla którego pracował 21-krotnie, co przyniosło mu dwa Oscary („Listy z Iwo Jimy” i „Snajper”).

„Zjawa” – Martin Hernández (2. nominacja) i Lon Bender (4. nominacja, 1 Oscar)

Martin Hernández, Lon Bender

Martin Hernández, Lon Bender

Dla Hernándeza „Zjawa” to już ósmy wspólny film z Iñárritu (poprzedni „Birdman” również dał mu nominację), natomiast Bender, który swego jedynego dotąd Oscara otrzymał dwadzieścia lat temu za „Braveheart”, jest nowy w tym meksykańskim towarzystwie. „Krwawy diament” i „Drive” przyniosły mu jedynie nominacje.

„Mad Max: Na drodze gniewu”– Mark A. Mangini (4. nominacja) i David White (1. nominacja)

Mark Mangini

Mark A. Mangini

Mangini ma w swoim dorobku pracę przy wielu typowo rozrywkowych filmach z lat 90., ale spośród nich, nominację przyniósł mu tylko „Piąty element” (pozostałe dwie za „kinowego „Alladyna” i „Star Trek IV”). White z kolei pracował dotychczas jedynie w ojczystej Australii, przy mało znanych produkcjach.

„Marsjanin” – Oliver Tarney (2. nominacja)

Oliver Tarney

Oliver Tarney

Poprzednią nominację Tarney otrzymał w 2014 roku za pracę przy „Kapitanie Phillipsie” Paula Greengrassa, z którym to najczęściej zdarzało mu się pracować („Lot 93”, „Green Zone” i wchodzący w tym roku do kin „Jason Bourne”). Z Ridleyem Scottem pracował w sumie trzykrotnie.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – Matthew Wood (3. nominacja) i David Acord (1. nominacja)

Wood to facet od „Gwiezdnych Wojen” – nie tylko udźwiękowił cztery części sagi (I-III i VII) i animowane „Wojny klonów” w wersji serialowej oraz filmowej, ale też użyczył głosu kilkunastu postaciom w chyba każdej produkcji (tak filmom jak i grom) z uniwersum Star Wars. Acord kręci się przy „Gwiezdnych Wojnach” od 2008 roku, ale przy głównym ich produkcie pracuje po raz pierwszy.

Najlepszy dźwięk

„Zjawa” – Jon Taylor (3. nominacja), Frank A. Montaño (8. nominacja), Randy Thom (15. nominacja, 2 Oscary) i Chris Duesterdiek (1. nominacja)

Chris Duesterdiek, Randy Thom, Frank A. Montaño, Jon Taylor

Chris Duesterdiek, Randy Thom, Frank A. Montaño, Jon Taylor

Taylor z Iñárritu pracuje po raz piąty, Montaño po raz drugi, natomiast pozostali dwaj dźwiękowcy „Zjawą” zaczęli współpracę z meksykańskim reżyserem. Najbardziej doświadczonym z tego grona jest Randy Thom, który karierę zaczynał od „Czasu Apokalipsy” i „GW: Imperium kontratakuje”, a Oscary zdobył za „Pierwszy krok w kosmos” (1984) i „Iniemamocnych” (2005).

„Most szpiegów” – Andy Nelson (19 i 20. nominacja, 2 Oscary), Gary Rydstrom (18. nominacja, 7 Oscarów) i Drew Kunin (2. nominacja)

Andy Nelson, Gary Rydstrom, Drew Kunin

Andy Nelson, Gary Rydstrom, Drew Kunin

Rydstrom nawet z sekstaśmy głuchoniemych w śpiączce byłby w stanie zrobić dzieło na miarę Oscara. Trzykrotnie zdobywał dublet (Oscary za dźwięk oraz montaż dźwięku) – „Terminator 2: Dzień sądu”, „Park Jurajski” i „Szeregowiec Ryan”. Za „Titanica” otrzymał jedynie za sam dźwięk, ale to dlatego, że przy jego montażu nie pracował. Kunin poprzednio nominowany był za „Życie Pi” (2013).

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Chris Jenkins (5. nominacja, 2 Oscary), Gregg Rudloff (7. nominacja, 2 Oscary) i Ben Osmo (1. nominacja)

Ben Osmo, Gregg Rudloff, Chris Jenkins

Ben Osmo, Gregg Rudloff, Chris Jenkins

Dwóch gigantów i facet z przyzwoitym dorobkiem. Rudloff dwie pierwsze nominacje zamienił na statuetki („Chwała” i „Matrix”), ale w XXI wieku Oscara jeszcze nie dostał. Jenkins również zgarnął Oscara za pierwszym razem (30 lat temu za „Pożegnanie z Afryką”), lecz od czasu gdy postawił sobie obok drugiego (za „Ostatniego Mohikanina”), minęły już 23 lata. Osmo przy anonimowych produkcjach też nie pracował, ale nominacje do nagród skutecznie go omijały.

„Marsjanin” – Paul Massey (7. nominacja), Mark Taylor (2. nominacja) i Mac Ruth (1. nominacja)

Paul Massey

Paul Massey

Massey po raz szósty pracuje z Ridleyem Scottem, ale dopiero pierwszy raz ta kooperacja przyniosła nominację. Poprzednio miał szansę na statuetkę w 2008 roku za „3:10 do Yumy”. Taylor debiutował w gronie nominowanych dwa lata temu („Kapitan Phillips”), natomiast Ruth marnował się głównie przy szmirach typu „Eragon”, „Hercules” i „World War Z”, wobec których „Marsjanin”, będący przyzwoitym filmem, jawi się jako arcydzieło.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – Andy Nelson (19 i 20. nominacja, 2 Oscary), Christopher Scarabosio (2. nominacja) i Stuart Wilson (3. nominacja)

Andy Nelson, Christopher Scarabosio, Stuart Wilson

Andy Nelson, Christopher Scarabosio, Stuart Wilson

Tutaj motorem napędowym jest oczywiście Andy Nelson, który po raz piąty w karierze został nominowany za dwa różne filmy. Oba jego Oscary pochodzą z takich nelsonowych pojedynków („Szeregowiec Ryan” vs „Cienka czerwona linia” (1999) oraz „Nędznicy” vs „Lincoln” (2013)). Wilson wcześniejsze nominacje zawdzięcza „Czasowi wojny” i „Skyfall”, zaś Scarabosio „Aż poleje się krew”.

Najlepszy montaż

„Zjawa” – Stephen Mirrione (3. nominacja, 1 Oscar)

Jedyny z tego grona, dla którego nie jest to pierwsza nominacja. Zaufany gringo Iñárritu – pracował z nim sześciokrotnie, lecz oprócz „Zjawy” tylko za „Babel” został nagrodzony szansa na statuetkę. Filmem, który dał mu Oscara był „Traffic” Stevena Soderbergha, z którym to Mirrione współpracował również sześć razy. Niby można go nazwać faworytem w tegorocznym wyścigu po statuetkę, ale choć konkurencja to oscarowe żółtodzioby, wygrana wcale nie jest oczywista.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Margaret Sixel (1. nominacja)

Sixel pracowała ze swoim mężem Georgem Millerem czterokrotnie (wcześniej przy „Babe – świnka w mieście”, „Happy Feet: Tupot małych stóp” i film dokumentalny o kinie australijskim) i to właściwie niemal cała jej filmografia. Ale przecież Akademia nagradza za konkretny film, a nie wcześniejsze dokonania (nie dotyczy trzeciej części „Władcy Pierścieni”).

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – Maryann Brandon (1. nominacja) i Mary Jo Markey (1. nominacja)

Obie panie cieszą się zaufaniem J.J Abramsa – Brandon współpracuje z nim już po raz szósty, zaś Markey spotykała się z nim na planie podczas prac nad dziesięcioma produkcjami. Naturalnym efektem tego jest to, że mają pojęcie o montażu filmów science fiction, więc nominacja ta nie jest jakąś wymyślną formą parytetu.

„The Big Short” – Hank Corwin (1. nominacja)

Mimo że Corwin pracował trzy razy z Oliverem Stonem, dwa z Robertem i dwa z Terrencem Malickiem to dopiero „The Big Short” sprawił, że zauważyły go gremia wręczające poważniejsze nagrody filmowe (może poza Amerykańskim Stowarzyszeniem Montażystów, które nominowało go do swojej statuetki za „Zaklinacza koni”).

„Spotlight” – Tom McArdle (1. nominacja)

Najbardziej znanym zmontowanym przez McArdle’a filmem jest „Dróżnik” Toma McCarthy’ego z 2003 roku. Obraz ten był początkiem współpracy obu filmowców. Współpracy tak ścisłej, że Tom-montażysta pracował przy każdym z pięciu filmów Toma-reżysera. Jeśli chodzi o nagrody to jest kompletnie zielony. No dobra, dostał coś tam w 1998 roku za mało znany film na jeszcze mniej znanym festiwalu, ale dopiero „Spotlight” zwrócił na niego uwagę filmowego świata.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!