Dywan już rozwinięty, gwiazdy zjeżdżają do Dolby Theatre, a fotoreporterzy rozgrzewają aparaturę. Do rozpoczęcia 88. Ceremonii wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii filmowej zostało kilka godzin, podczas których można na przykład zapoznać się ze wszystkimi nominowanymi, o tutaj. A już późnym wieczorem, będzie można w tym miejscu znaleźć zarówno relację tekstową, jak i dowiedzieć się gdzie szukać tradycyjnych transmisji.

Do omówienia zostały jednak jeszcze najważniejsze kategorie – aktorskie i producenckie. Mimo że o Oscary walczy wielu uznanych filmowców, którzy odwalili kawał dobrej roboty, to i tak jutro nagłówki będą opierać się na jednym z dwóch komunikatów: „Leo wreszcie z Oscarem!” lub „Leo znów bez Oscara!”. Tak naprawdę grzeją się tym jednak wszyscy, tylko nie sam główny zainteresowany. Czy się ucieszy? Pewnie tak. Czy będzie mu przykro? Również możliwe. Jednak DiCaprio jest skromnym, fajnym gościem, który doskonale wie, że Oscar to tylko kawałek metalu, który można zgubić lub uszkodzić, a pamięć, jaka zapewnią mu jego role, będzie trwać długie lata.

Relacja tekstowa:

6:04

To by było na tyle.

Spotlight – 2
Big Short – 1
Danish Girl – 1
Mad Max -6
Zjawa – 3
Ex Machina – 1
Most Szpiegów – 1
Nienawistna ósemka – 1
Pokój – 1

6:01

Najlepszy film

„Spotlight” – Michael Sugar, Steve Golin, Nicole Rocklin i Blye Pagon Faust

Bez zaskoczenia

6:00

Morgan Freeman wręczy Oscara za najlepszy film

5:55

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Leonardo DiCaprio – „Zjawa”

W końcu :)

5:52

Julianne Moore na scenie – czas na nagrodę dla najlepszego aktora. „Gender  confirmation surgery”? A co to za nowomowa znowu?

5:48

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Brie Larson – „Pokój

Nie mogło być inaczej. Nagrodę wręczył Eddie Redmayne

5:39

Najlepszy reżyser

Alejandro G. Iñárritu – „Zjawa”

Naprawdę ktoś sądził, że dostanie Miller? Bardzo mądra przemowa dotycząca zamieszania wokół czarnoskórych.

5:37

Statuetkę dla najlepszego reżysera wręczy J.J. Abrams

5:30

Sacha Baron Cohen jako Ali G i Olivia Wilde przedstawiają kolejne filmy kandydujące do miana najlepszego

5:28

Najlepsza piosenka

„Writing’s on the Wall” (Spectre) –Jimmy Napes i Sam Smit

Tym razem wręczali Common i John Legend

5:24

Najlepsza muzyka

„Nienawistna ósemka” – Ennio Morricon

Pharell Williams i Quincy Jones ogłosili zwycięzcę w tej kategorii.

5:11

Wiceprezydent Joe Biden na scenie. Gada o gwałtach i zapowiada występ Lady Gagi

5:09

Najlepszy film nieanglojęzyczny

„Syn Szawła”– László Nemes (Węgry)

5:07

Najlepszy krótkometrażowy film aktorski

„Stutterer” – Benjamin Cleary i Serena Armitage

4:56

Louis Gosset Jr. zapowiada występ Dave’a Grohla, któremu towarzyszy wspomnienie filmowców zmarłych w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

4:54

Cheryl Boone Isaacs, przewodnicząca Akademii i gadanie o różnorodności. Zieeew…

4:52

Whoopi Goldberg  o kolejnych nagrodach specjalnych.

4:45

Najlepszy Film Dokumentalny

„Amy” – Asif Kapadia i James Gay-Rees

4:43

Daisy Ridley i Dev Patel ogłoszą kto nakręcił najlepszy film dokumentalny

4:42

Najlepszy Krótkometrażowy Film Dokumentalny

Mad Max „A Girl in the River: The Price of Forgiveness” – Sharmeen Obaid-Chinoy

4:39

Louis CK wręczy nagrodę za dokumentalną krótkometrażówkę

4:33

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mark Rylance – „Most Szpiegów”

Oczywista oczywistość

4:30

Czas na kolejną „dużą” kategorię – najlepszy aktor drugoplanowy. Ogłosi go Patricia Arquette.

4:28

Kolejna wstawka ze śmieszkowaniem z „białych Oscarów”. Robi się to jednak męczące.

4:25

Kate Winslet i Reese Witherspoon przedstawiają kolejnych nominowanych w kategorii najlepszy film

4:17

Po długim wstępie Kevin Hart zapowiedział w końcu występ gościa z rozczochranym mopem na głowie. The Weeknd i jego piosenka z „50 twarzy Greya”

4:14

Najlepszy długometrażowy film animowany

„W głowie się nie mieści” – Pete Docter i Jonas Rivera

Nie mogło być inaczej. „Wręczali” Kowboj Chudy i Buzz Lightyear.

4:10

Najlepszy krótkometrażowy film animowany

„Niedźwiedzia opowieść” – Pato Escala Pierart i Gabriel Osorio Vargas

Świetny wybór.

4:09

Minionki „wręczą” nagrodę dla animowanej krótkometrażówki

4:06

Po 11 kategoriach: 6 statuetek dla „Mad Maxa”, po jednej dla pięciu innych filmów.

4:02

Na scenie R2-D2, BB-8 i C-3PO

4:01

Olivia Munn i Jason Segel o nagrodach za osiągnięcia techniczne

3:59

Najlepsze efekty specjalne

„Ex Machina” – Andrew Whitehurst, Paul Norris, Mark Williams Ardington, Sara Bennett

No, nareszcie jakaś odmiana.

3:57

Czas na nagrodę za efekty specjalne – wręczy ją Andy Serkis

3:55

Najlepszy dźwięk

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Chris Jenkins, Gregg Rudloff i Ben Osm

W obu kategoriach dźwiękowych nagrody wręczali Chris Evans i Chadwick Boseman.

3:51

Najlepszy montaż dźwięku

„Mad Max: Na drodze gniewu”– Mark A. Mangini i David White

3:43

Najlepszy montaż

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Margaret Sixel

Mad Max dystansuje konkurencję. Póki to kategorie techniczne, nie ma się do czego przyczepić.

3:41

Priyanka Chopra i Liev Schreiber wręczą nagordę za montaż

3:39

Najlepsze zdjęcia

„Zjawa” – Emmanuel Lubezki

Naturalnie, nie mogło być inaczej. Pierwszy Oscar dla „Zjawy”.

3:38

Michael B. Jordan i Rachel McAdams wręczą nagrodę za zdjęcia

3:37

Na widowni prawdziwi Joy Mangano i Michael Rezendes

3:32

Na widowni niedźwiedź :D

3:31

Benicio Del Toro i Jennifer Garner  na scenie – prezentacja kolejnych filmów.

3:29

Najlepsza charakteryzacja

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Lesley Vanderwalt, Elka Wardega, Damian Martin

W pełni zasłużony Oscar.

3:28

Margot Robbie i Jared Leto – czas na statuetki za charakteryzację. Leto zażartował z pewnego rodzaju peruk, tych, których aktorki nie noszą na głowach ;)

3:26

Najlepsza scenografia i dekoracja wnętrz

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Colin Gibson i Lisa Thompson

3:25

Tina Fey i Steve Carell wręczają Oscara dla scenografów

3:23

Najlepsze kostiumy

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Jenny Beavan

Na razie po jednym Oscarze dla Mad Maxa, Dziewczyny z portretu, The Big Short i Spotlight. Pierwsza porażka „Zjawy”

3:21

Cate Blanchett wręczy nagrodę za kostiumy

3:15

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Alicia Vikander – „Dziewczyna z portretu”

Brawa dla Akademii. Świetny wybór.

3:11

J.K. Simmons wręczy nagrodę dla aktorki drugoplanowej.

3:09

Kerry Washington i Henry Cavill prezentują filmy nominowane do Oscara w głównej kategorii.

3:08

Zdania nie zmieniam – najgorsza piosenka w historii Bonda. I wciąż faworyt do Oscara.

3:04

Sarah Silverman zapowiada występ Sama Smitha z „Writings on the wall”. Widać że przypakowała na siłowni.

3:01

Mash up oscarowych filmów z wmontowanymi czarnoskórymi aktorami :D

2:55

Najlepszy scenariusz adaptowany

„The Big Short” – Adam McKay i Charles Randolph

2:51

Na scenie Ryan Gosling i Russel Crowe – wręczą nagrodę za scenariusz adaptowany.

2:50

Czas na pierwsze rozstrzygnięcia (zwycięzcę ogłoszą Emily Blunt i Charlize Theron) –

Najlepszy scenariusz oryginalny

„Spotlight” – Tom McCarthy i Josh Singer

Czyżby początek żniw?

2:45

„Chcemy możliwości” – o to właśnie chodzi. Zmiany w nominacjach nic nie dadzą, jeśli to Hollywood nie będzie równo traktować ciemnoskórych aktorów

2:43

„Zmiany już zaszły. Mieliśmy w tym roku czarnego Rocky’ego”

2:41

„Potrzeba kategorii dla czarnych, skoro już rozdzielono kobiety i mężczyzn” – to oczywiście żarty

2:39

Zapewne dostanie mu się za wbijanie szpilek w ciemnoskórych celebrytów. „Jada Pinkett nie była nawet zaproszona”

2:34

Chris Rock już na początku nawiązuje do „białych Oscarów”. W końcu ktoś ze zdrowym podejściem do sprawy – są ważniejsze rzeczy w życiu.

2:32

Z lekkim poślizgiem, ale w końcu się zaczęło. Tradycyjnie, montażem z nominowanych filmów

2:25

Mark Ruffalo opowiada o historii stojącej za „Spotlight”. Manierą głosu przypomina Rocky’ego Balboę.

2:15

Podziwiam ABC, że potrafi tak umiejętnie wypełnić czas oczekiwania – nawet takie pierdoły jak „Policja stylu” nie są zbytnio irytujące, a relacje zza kulis są naprawdę ciekawe.

2:05

DiCaprio trochę powspominał jak to dzięki rodzicom został aktorem

1:57

Lady Gaga ubrała się nad wyraz normalnie

1:55

Jest i Sly Stallone. Kurczę on nie wygląda na swoje niemal 70 lat.

1:50

Zaczepiania gwiazd na dywanie ciąg dalszy. Cate Blanchett w w oryginalnej sukni z jakichś… nie wiem, piór?

1:40

Jest też Jimmy Kimmel. Po ceremonii ABC tradycyjnie wyemituje specjalne wydanie jego programu.

1:38

Matt Damon wybrał bardziej klasyczny strój

1:28

Eddie Redmayne przyszedł na galę w rurkach

1:20

Przy okazji, polski akcent – reżyser Lenny Abrahamson ma żonę Polkę, a do tego sam nieźle mówi po polsku

1:10

Nick Hornby, scenarzysta „Brooklynu”, został przez dziennikarkę ABC wzięty za ojca Saoirse Ronan, która przy okazji zaprezentowała swój akcent – do bólu irlandzki

1:07

Alicia Vikander ma zauważalny szwedzki akcent, całkiem uroczy

1:06

Zaczęła się transmisja z czerwonego dywanu. Wywiady, zdjęcia, pierdoły

 

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Jennifer Jason Leigh – „Nienawistna ósemka” jako Daisy Domergue (1. nominacja)

Alicia Vikander – „Dziewczyna z portretu” jako Gerda Wegener (1. nominacja)

Kate Winslet – „Steve Jobs” jako Joanna Hoffman (7. nominacja, 1 Oscar)

Rooney Mara – „Carol” jako Therese Belivet (2. nominacja)

Rachel McAdams – „Spotlight” jako Sacha Pfeiffer (1. nominacja)

Chociaż „Nienawistna ósemka” jest jednym ze słabszych filmów Tarantino, to nie powinno to wpływać na ocenę grę aktorskiej Jennifer Jason Leigh. Jej bohaterka jest brudna, zła, podstępna i przede wszystkim autentyczna (choć oczywiście postać jest fikcyjna), przez co staje się główną faworytką do zgarnięcia statuetki. Zawsze majtała się gdzieś tam na drugim planie w solidnych filmach z lat 90., więc Oscar byłby dla niej niejako nagrodą za całokształt.

Niemniej jednak drugą faworytką wydaje się być Alicia Vikander. Szwedka zagrała w tym roku dwie znakomite role w dwóch bardzo dobrych filmach i choć nominację dostała tylko za „Dziewczynę z portretu”, to w „Ex Machinie” również pokazała, że ma w sobie bardzo duży potencjał na gwiazdę pierwszej wielkości. Nie można lekceważyć też Kate Winslet, która sportretowała Joannę Hoffman – współpracującą ze Stevem Jobsem córkę polskiego reżysera Jerzego Hoffmana. Jeśli to ona zgarnie statuetkę, to ani Leigh, ani Vikander nie mogą mieć pretensji. Rooney Mara byłaby już kontrowersyjnym wyborem, bowiem o ile podołała roli, to jednak był to występ co najwyżej niezły. Rachel McAdams to już grube nieporozumienie – nawet w niemrawej „Joy” każda kobieca rola byłaby bardziej uzasadnionym wyborem do wyróżnienia nominacją.

Najlepszy aktor drugoplanowy

Mark Rylance – „Most Szpiegów” jako Rudolf Abel (1. nominacja)

Christian Bale – „The Big Short” jako Michael Burry (3. nominacja, 1 Oscar)

Mark Ruffalo – „Spotlight” jako Michael Rezendes (3. nominacja)

Tom Hardy – „Zjawa” jako John Fitzgerald (1. nominacja)

Sylvester Stallone – „Creed” jako Rocky Balboa (3. nominacja)

Mark Rylance jest powszechnie chwalony za rolę w “Moście Szpiegów” i faktycznie stworzył tam ciekawą i przekonującą kreację człowieka podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego. Świetnie odgrywał bezradność i pogodzenie się z losem, czym ciągnął film „za uszy”. Skąd 56-letni aktor w ogóle się wziął? Do tej pory najbardziej znanymi filmami, w których wystąpił były „Kochanice króla” i „Intymność”, ale Anglik o wiele bardziej spełnia się na scenie teatralnej.

Z czystym sumieniem można by też dać Oscara Christianowi Bale’owi, jednak mimo że jego występ w „The Big Short” był świetny, to zdecydowanie za krótki. Owszem zdarzało się akademii nagradzać role niemalże kilkuminutowe, jednak one były wybitne i dotyczyły niezwykłych bohaterów. Bale grał jednak tylko zwyczajnego człowieka. Podobnie Mark Ruffalo, ale on przynajmniej faktycznie grał rolę drugo-, a nie trzecio- czy czwartoplanową. Mieszane uczucia może za to budzić Tom Hardy. Skurwysynów gra znakomicie, co potwierdził w „Zjawie”, ale ile razy można mruczeć i mamrotać coś pod nosem? Takie coś może zadziałać tylko w przypadku Sylvestra Stallone, którego droga oscarowa wygląda dokładnie jak droga Rocky’ego na bokserski szczyt. Byłoby znakomicie (i hollywoodzko) gdyby Sly zdobył statuetkę, ale nawet bez tego i tak jest największym zwycięzcą w tej piątce.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Brie Larson – „Pokój” jako Joy „Ma” Newsome (1. nominacja)

Saoirse Ronan – „Brooklyn” jako Eilis Lacey (2. nominacja)

Cate Blanchett – „Carol” jako Carol Aird (6. nominacja, 2 Oscary)

Jennifer Lawrence – „Joy” jako Joy Mangano (4. nominacja, 1 Oscar)

Charlotte Rampling – „45 lat” jako Kate Mercer (1. nominacja)

Faworytka jest jedna i byłoby naprawdę niesprawiedliwe, gdyby nie dostała statuetki. Mowa oczywiście o Brie Larson, która znakomicie wcieliła się w kobietę więzioną w tytułowym „Pokoju”. Rola była przede wszystkim świetnie napisana, bez pomijania psychologicznych niuansów, a aktorka przygotowując się do roli odizolowała się od świata na miesiąc. Larson do tej pory grała w filmach, które trudno określać mianem hitów, jednak zawsze była w nich zauważalna (np. „Don Jon” czy serial „Wszystkie wcielenia Tary”).

Całkiem nieźle zaprezentowały się też Saoirse Ronan w „Brooklynie” i Cate Blanchett w „Carol”. Jednakże ani jedna, ani druga nie miała tak rozbudowanych postaci. Oscar dla Ronan byłby niespodzianką, ale tylko dlatego, że oznaczałoby to brak nagrody dla Larson. Co do Blanchett, to zagrała na swoim tradycyjnym, wysokim poziomie, ale bez fajerwerków. Pozostałe dwie nominowane w tym roku aktorki raczej nie mają szans. Jennifer Lawrence była w „Joy” dobra (hejt na nią jest kompletnie niezrozumiały i przesadzony), ale po jej występach należy oczekiwać jednak nieco więcej. Niemniej jednak była to rola lepsza niż w „American Hustle”, choć sama postać okazała się mało ciekawa. Charlotte Rampling grała tak jak zawsze, a że Akademia postanowiła wyróżnić ją dopiero teraz – no cóż.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Leonardo DiCaprio – „Zjawa” jako Hugh Glass (6. nominacja)

Eddie Redmayne – „Dziewczyna z portretu”jako Lili Elbe (2. nominacja, 1 Oscar)

Michael Fassbender – „Steve Jobs” jako Steve Jobs (2. nominacja)

Bryan Cranston – „Trumbo” jako Dalton Trumbo (1. nominacja)

Matt Damon – „Marsjanin” jako Mark Watney (4. nominacja, 1 Oscar)

Faworytem wszystkich jest DiCaprio, drugą „ciężką” rolę odegrał Eddie Redmayne, jednak najbardziej wczucie się w postać było widać po Michaelu Fassbenderze i gdyby podchodzić do przyznawania Oscarów w ten sposób, to zjadłyby on konkurencję na śniadanie. Co nie zmienia faktu, że w tym roku brakuje w tej kategorii roli „wybitnej” – wszystkie są co najwyżej dobre. DiCaprio nie był tak fenomenalny jak we wcześniejszych rolach, za które był nominowany („Co gryzie Gilberta Grape’a”, „Aviator”, „Krwawy diament” i „Wilk z Wall Street”), ale jego występ i tak broni się w kontekście bycia nominowanym. Tyle że tak jak dwa lata temu wszyscy byli zaskoczeni tym że Oscar powędrował do Matthew McConaugheya (choć tak naprawdę to było oczywiste), tak w tym roku raczej nikogo nie powinno zdziwić jeśli statuetkę dostanie ktoś inny.

Tylko kto? Redmayne mógłby zgarnąć za postać, choć on sam zagrał bez błysku. Inna sprawa, że to wina scenariusza – jego bohater był najbardziej prawdziwy wtedy, gdy miał wątpliwości. Psychologicznie można go było lepiej nakreślić. Z kolei Bryan Cranston był w „Trumbo” po prostu Bryanem Cranstonem. Do nominacji nie można się przyczepić, zresztą nawet gdyby dostał statuetkę, to na upartego dałoby się tę decyzję Akademii wytłumaczyć. Matt Damon, niby najbardziej utytułowany z tego grona (choć jak wiemy statuetkę dostał za scenariusz do „Buntownika z wyboru”), ale jego występ zasługiwał na wyróżnienie? Zwyczajnie brakowało piątego do kompletu i padło na Damona.

Najlepszy film nieanglojęzyczny

„Syn Szawła”– László Nemes (Węgry, jęz. węgierski)

„Mustang – Deniz Gamze Ergüven (Francja, jęz. turecki)

„Krigen” – Tobias Lindholm (Dania, jęz. duński)

„W objęciach węża”– Ciro Guerra (Kolumbia, jęz. hiszpański)

„Theeb” – Naji Abu Nowar (Jordania, jęz. arabski)

Tutaj krótko. Skoro Węgrzy nakręcili film o Auschwitz, to mogą już dopracowywać swoje oscarowe przemówienie. Choć „Mustang” o konflikcie kulturowo-pokoleniowym również zapowiada się ciekawie. Pozostałe filmy furory raczej nie zrobią, choć propozycja z Kolumbii zbiera bardzo dobre recenzje.

Najlepszy scenariusz adaptowany

„The Big Short” – Adam McKay i Charles Randolph na podstawie książki „ Wielki szort. Mechanizm maszyny zagłady” Michaela Lewisa

„Pokój” – Emma Donoghue na podstawie własnej powieści „Pokój”

„Brooklyn” – Nick Hornby na podstawie powieści „Brooklyn” Colma Tóibína

„Marsjanin” – Drew Goddard na podstawie powieści „Marsjanin” Andy’ego Weira

„Carol” – Phyllis Nagy na podstawie powieści „The Price of Salt” Patricii Highsmith

Zrobić ciekawą historię z książki, która nie jest powieścią? W dodatku traktującej o rynku finansowym i podobnych pierdołach, o których większość ludzi nie ma zielonego pojęcia? A jednak się udało. Także i scenariusz „Pokoju” jest bardzo dobry, ale trudno żeby było inaczej, skoro pracowała nad nim autorka oryginalnej powieści. „Brooklyn” to niby prosta historia, a jednak wciąga (chyba że ktoś woli wybuchy, wtedy lepiej sobie odpuścić), zaś „Marsjanin” ma ciut za dużo zwrotów akcji. Oscar dla obu byłby raczej niespodzianką, ale gdyby miał przypaść „Carol”, to można by posądzać członków Akademii o masochizm.

Najlepszy scenariusz oryginalny

„Ex Machina” – Alex Garland

„Spotlight” – Tom McCarthy i Josh Singer

„W głowie się nie mieści” – Pete Docter, Meg LeFauve, Josh Cooley i Ronnie del Carmen

„Most Szpiegów” – Matt Charman, Ethan Coen i Joel Coen

„Straight Outta Compton” – Jonathan Herman, Andrea Berloff, S. Leigh Savidge I Alan Wenkus

Trzy świetne scenariusze i tylko jedna nagroda. Alex Garland jest powszechnie chwalony za swoje dzieło, ale gdyby hurtem statuetki zaczął zgarniać „Spotlight” to przecież i McCarthy z Singerem nie zostaliby pominięci, a przeniesienie przez nich śledztwa dziennikarskiego w świat filmu zasługuje na nagrodzenie choćby dlatego, że mimo opowiadania o pedofilii wśród księży, „Spotlight” nie jest historią antykatolicką. To po prostu bardzo uczciwe przedstawienie trudnego tematu. „W głowie się nie mieści” jest piękną i mądrą opowieścią o podróży w głąb umysłu dziecka, a jej twórcy wykazali się niezwykłą wyobraźnią – o to przecież chodzi. „Most Szpiegów” – właśnie dobrego scenariusza zabrakło w tej układance, bo technicznie i aktorsko to naprawdę niezły film, tylko że nie wciąga. „Straight Outta Compton” zbojkotowałem :P

Najlepszy reżyser

Alejandro G. Iñárritu – „Zjawa”

Tom McCarthy – „Spotlight”

Lenny Abrahamson – „Pokój”

Adam McKay – „The Big Short”

George Miller – „Mad Max: Na drodze gniewu”

Tutaj tak naprawdę nie ma faworyta, a akademicy mogą wskazać na Iñárritu, ponieważ goniąca go trójka ma niewątpliwie wielkie atuty (McCarthy świetnie poprowadzoną historię, Abrahamson uwypuklenie emocjonalnej warstwy scenariusza, McKay poukładanie wątków w spójny film) ale Meksykanin jest po prostu „bezpiecznym” wyborem. Niemniej jednak Oscar dla któregoś z tych trzech reżyserów byłby zasłużony. George Miller jest na doczepkę.

Najlepszy film

„Spotlight” – Michael Sugar, Steve Golin, Nicole Rocklin i Blye Pagon Faust

Dla wielu to właśnie jest oscarowy faworyt i wcale nie będzie wielkim zaskoczeniem jeśli wygra. Na początku nie wciąga, co potęguje jeszcze bostoński akcent bohaterów, do którego uszy muszą się przyzwyczaić, ale z czasem historia rozkręca się. Oprócz wspomnianej przy scenariuszu uczciwości, bardzo dobre jest w „Spotlight” to, że nie ma w nim rozsrywania się w stylu „Boże, przecież to dzieci. Jak oni mogli?”. Brak tu wymuszania na widzu określonej opinii, nawet muzyka ucieka od nacechowania emocjami. Niestety jest jedno niedopatrzenie, związane z polskim akcentem. W napisach końcowych wymienione zostały miasta, w których doszło do molestowania dzieci przez księży – jest wśród nich Poznań, choć nie powinien. Twórcy połączyli dwa skandale seksualne w jedno – dzieci były molestowane w chórze chłopięcym, który jednak z Kościołem nie ma nic wspólnego, zaś molestowanie przez księży miało miejsce w seminarium, gdzie arcybiskup dobierał się do kleryków, a więc dorosłych mężczyzn.

„Zjawa”– Arnon Milchan, Steve Golin, Alejandro G. Iñárritu, Mary Parent i Keith Redmon

Iñárritu nakręcił bardzo hollywoodzki film – czyż nie deprecjonuje to jego ubiegłorocznego “Birdmana”? Wtedy dostaliśmy nakręcony z rozmachem film artystyczny, „Zjawa” to z kolei na swój sposób artystyczne podejście do materiału na box office’owy hit. Meksykanin ze swoją bandą próbuje podejść Akademię z drugiej strony i możliwe, że znów mu się uda, z tym że wtedy był „tym dobrym”, a teraz stoi po przeciwnej stronie – Oscar dla „Zjawy” będzie triumfem kina z którym „Birdman” walczył. Odnośnie samego filmu, jest on dużym odejściem od prawdziwej historii Hugh Glassa, ale faktem jest to, że gdyby przenieść ją na ekran bez tych zmian, to film byłby „nieoglądany”. Za mało jest też momentów, w których bohaterowie wychodzą ze stereotypów swoich postaci (np. Bridger zostawiający jedzenie Indiance czy Indianin, którego spotkał Glass) – tutaj dobry jest krystalicznie dobry, a zły jest do bólu zły. Wśród plusów na pewno należy zwrócić uwagę na muzykę (zauważalna co prawda dopiero po kilkunastu scenach, ale robi duże wrażenie) i Domhnalla Gleesona – będą z niego ludzie.

„Pokój” – Ed Guiney

Tutaj z kolei jasne postawienie granicy między dobrem a złem było uzasadnione. „Pokój” jest tak ciasny, że nie ma w nim miejsca na bohaterów grających na dwa fronty, co absolutnie nie jest zarzutem wobec filmu. Psychologia postaci została potraktowana bardzo poważnie, co widać wtedy gdy obserwujemy powrót do społeczeństwa. Film ma wiele warstw – odkrywanie świata przez dziecko, powrót do społeczeństwa, psychika osoby przetrzymywanej w zamknięciu. Brak w nim zbędnej dosłowności, ale to bardzo dobrze, że twórcy nie rzucają widzowi niektórych wyjaśnień prosto w twarz. Jednak żeby nie było tak słodko, jest i łyżka dziegciu – muzyka nieco łopatologicznie wskazuje widzowi kiedy ma się wzruszać czy denerwować, a kiedy odczuwać ulgę. Może też momentami (ale bardzo krótkimi) nieco się dłużył, choć w niespełna dwóch godzinach filmu udało się twórcom zmieścić wiele elementów, bez traktowania ich po łebkach. Wracając do plusów – świetne zakończenie.

„Brooklyn” – Finola Dwyer i Amanda Posey

Najbardziej „życiowy” z tegorocznych nominowanych filmów. Świetnie rozpisane postacie, również te na drugim planie. Znakomicie przedstawiona nostalgia, piękne kolory i bardzo dobrze ukazana ewolucja głównej bohaterki (duża w tym zasługa grającej ją Saoirse Ronan). „Brooklyn” miał tez jeszcze jeden plus – Kościół katolicki został w nim ukazany nie jako coś złego czy dobrego, ale jako naturalny element życia ówczesnych Irlandczyków. To dla mniej rozgarniętych widzów, którzy wyniosą ze „Spotlight” przeświadczenie że Kościół=zło.

„The Big Short” – Brad Pitt, Dede Gardner i Jeremy Kleiner

Brakowało w nim „pierdolnięcia”, ale chyba tak miało być, choć niewątpliwie można nim nazwać mechanizm machlojek przedstawiony w filmie. Ciekawy pomysł z przełamaniem „czwartej ściany” – dzięki tym „didaskaliom” o wiele łatwiej się „The Big Short” oglądało. Nie można nie wspomnieć o aktorstwie, bo w tym filmie było go najwięcej. Powtarzając do znudzenia: za mało Bale’a. Pierwsza myśl o Carellu była za to taka, że przeszarżował. Jednak to tylko mylne pierwsze wrażenie, widocznie taki był zamysł, by dać mu wielkie wejście. Za to „żuczki” kręcące się wokół postaci granej przez Braa Pitta były zdecydowanie najsłabsze, zwłaszcza ten który prezentował się jak ociosana, uładzona wersja Channinga Tatuma.

„Most Szpiegów” – Steven Spielberg, Marc Platt i Kristie Macosko Krieger

Bronienie tego filmu jest jak bronienie owego sowieckiego szpiega, ale spróbujmy. Od strony technicznej był znakomity (zdjęcia, montaż, scenografia), Mark Rylance jest głównym kandydatem do nagrody za rolę męską i… i to właściwie tyle. Film Spielberga jest przewidywalny (nawet jeśli nie zna się historii na której oparto scenariusz), Tom Hanks nieco miota się na planie, a do tego nie do końca wiemy kto ma być tu czarnym charakterem. Pod tym względem jest trochę tak, jakby powstały dwa filmy w jednym: w pierwszym rolę tego złego gra amerykański system sprawiedliwości i rząd, w drugim już klasycznie – źli komuniści. Gdyby nie było nominacji w kategorii najlepszy film, to raczej nikt by nie zapłakał. Dobrze, że chociaż do reżyserii Akademia podeszła uczciwie.

„Marsjanin” – Simon Kinberg, Ridley Scott, Michael Schaefer I Mark Huffam

Z pewnością jest co ciekawe polączenie science fiction i humoru. Historia wciąga i trzyma w napięciu (choć zakończenie gdzieś tam się przeczuwa) choć mimo prób stawiania na realizm, trudno momentami w nią uwierzyć. Gdyby bardziej skupiono się na science niż fiction (choć i tak było tego science więcej niż w niejednym nadętym sci-fi) to film byłby dużo lepszy. Z drugiej strony ciężko mieć pretensje do filmu rozrywkowego o to, że był rozrywkowy. Nawiązanie do bezzałogowej misji z 1996 roku zostało świetnie wkomponowane w film, a fani „Władcy Pierścieni” też znajdą mrugnięcie okiem do nich. Widać też, że jest to film Ridleya Scotta – sposób w jaki realizuje filmy sensacyjne przeniósł i tu, co nie wszystkim się może podobać.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Doug Mitchell i George Miller

Plusy: kolory, zdjęcia, efekty specjalne, scenografia i kostiumy oraz sceny akcji, które choć bezsensowne, to jednak są widowiskowe. Gra Hardy’ego w pierwszej połowie filmu jest ok, choć momentami grał Bane’em z Batmana. Później na pierwszy plan wchodzi Charlize Theron i filmu nie można już opierać na bohaterach, którzy i tak są wyjątkowo płytcy. Dobra, jest to film akcji, więc nikt nie będzie się w ich psychikę zagłębiał, ok. Wada jest jedna, za to bardzo poważna – kompletny brak fabuły.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!