No dobra, tym razem cienie tych derbów będą nieco mniejsze, ale wciąż będzie chodziło o wielkie miasta i pochodzące z nich mniej znane kluby, o których media zbyt często nie wspominają. Głównym warunkiem znalezienia się w tym zestawieniu jest posiadanie dwóch znanych rywali, którzy toczą derbowe boje w obecnym sezonie w swoich ekstraklasach.

Dlatego też zabraknie w nim choćby Porto (jako miasta, rzecz jasna). Po bankructwie Boavisty liczy się tam tylko FC Porto, zresztą „ten trzeci”, S.C. Salgueiros, został nawet rozwiązany i zarejestrowany pod nowa nazwą, ponieważ nosząc oryginalną musiałby spłacić długi. Okazuje się, że podobne wałki mają miejsce również na przeciwnym krańcu kontynentu, czyli na Ukrainie, gdzie też zaczniemy dzisiejszy tekst. Wiem, że bardziej na wschód jest jeszcze Rosja, ale to przecież nie kraj, tylko stan umysłu.

football

Donieck

Liga ukraińska może nie należy do najchętniej oglądanych w naszym kraju, jednak grają w niej dwa wielkie kluby, które potrafią namieszać w europejskich pucharach. Mowa oczywiście o Dynamie Kijów i Szachtarze Donieck. Oba rozgrywają w najwyższej klasie rozgrywkowej derby swoich miast, a także mają jeszcze po jednym mniejszym rywalu w niższych ligach. O stolicy za chwilę, poznajmy najpierw Olimpik Donieck. Ten założony w 2001 roku klub występuje obecnie w drugiej lidze (zwanej „Pierwszą Ligą”), a jego największym sukcesem był właśnie awans do tejże, wywalczony w 2011 roku.

W związku z tym w składzie próżno szukać znanych nazwisk, chyba że ktoś kojarzy jakichś byłych młodzieżowych reprezentantów Ukrainy. Wrażenia nie robi też stadion. Co prawda przy obiekcie Szachtara (52 518 miejsc) również i Metalurg wypada blado (tylko nieco ponad 5 tys. miejsc), ale stadion Olimpika może pomieścić jedynie 1320 kibiców. Podobno w mieście działa jeszcze jeden klub – Tytan, ale po jego wycofaniu się z „Drugiej Ligi” w 2009 roku, trudno powiedzieć, czy rzeczywiście tak jest. Dobra, będę szczery – cyrylica jest dla mnie za trudna, a translatorowi Google w ogóle nie ufam.

Kijów

W momencie gdy powstał pomysł tego tekstu, w Premier Lidze występowały dwa stołeczne kluby. Jednak 29 października Arsenał wycofał się z rozgrywek i ogłosił bankructwo. Ostatnim meczem tej drużyny były przegrane dziewięć dni wcześniej na własnym stadionie derby Kijowa (0:2). Niby „cały misterny plan w pizdu”, ale dzięki temu płynnie możemy przejść do „tego trzeciego”. W sezonie 2011/2012 w ukraińskiej ekstraklasie oprócz dwóch wspomnianych wcześniej zespołów występowała też Obołoń Kijów. Po zajęciu piętnastego miejsca klub spadł do Pierwszej Ligi, w której pograł jednak tylko pół roku, po czym rozwiązał się (rzecz jasna, z powodów finansowych), a pozostałych 14 meczów jakie miał do rozegrania zaliczono jako walkowery dla drużyn przeciwnych.

Mimo tego, Obołoń nie została najgorszą drużyną sezonu ponieważ dwa punkty mniej (ale rozgrywając wszystkie 34 mecze) zdobył Arsenał Biała Cerkiew. Wśród graczy, którzy odeszli wówczas z Obołoni, znalazł się między innymi bramkarz Ihor Berezowski, który kolejne cztery miesiące spędził na ławce i trybunach Legii Warszawa. Praktycznie od razu po likwidacji założono nowy klub – Obołoń Browar Kijów, który w dodatku zaczęła rozgrywki od nowego (czyli obecnego) sezonu na trzecim poziomie rozgrywkowym, ponieważ niżej grają tylko drużyny amatorskie, a nowa Obołoń niemal z marszu dostała status profesjonalny. Pewnie i Arsenał pójdzie tą drogą.

Wiedeń

Mimo, że liga austriacka jest mniej więcej na poziomie polskiej (zaraz pewnie ktoś będzie się wykłócał, że jest dużo lepsza), a derby Wiednia raczej u kibiców znad Wisły nie wywołują żadnych emocji, to jednak potrafią takowe wywołać u rodzimych „kibiców”. W 2011 roku mecz został przerwany przez fanów Rapidu, którzy tak bardzo chcieli pomóc przegrywającym piłkarzom, że aż wbiegli na murawę. Skończyło się oczywiście na walkowerze. Co ciekawe, derby Wiednia są drugimi najczęściej rozgrywanymi w Europie (pierwsze miejsce dzierży Glasgow, nie liczymy oczywiście Londynu), a bilans jest całkiem wyrównany – Rapid wygrał 124 mecze, Austria 111, 68 spotkań zakończyło się remisami.

Jednak nie tylko tymi drużynami Wiedeń stoi. W mieście działa też kilka(naście?) mniejszych, z których zwrócimy uwagę na ten najstarszy – First Vienna FC. Klub został założony w 1894 roku przez angielskich i austriackich ogrodników pracujących dla Nathaniela Anselma von Rothschild (z austriackiej gałęzi słynnej familii bankierów). Początkowo drużyna grała nieźle, choć bez fajerwerków (dwa razy wygrała Challenge Cup, czyli puchar dla drużyn z Austro-Węgier, ale też spadła z ligi w 1915). Najlepsze czasy dla First Vienna to dwudziestolecie międzywojenne i okres II wojny światowej. W latach 1929-1944 piłkarze zdobyli pięć mistrzostw Austrii, 3 puchary kraju i jeden Puchar Niemiec w ostatniej edycji organizowanej przez nazistów (1943).

Po wojnie drużyna zdobyła jeszcze jedno mistrzostwo (1955), a pod koniec lat sześćdziesiątych zaczęła skakać między pierwszą a drugą ligą. Ostatni dobry okres to końcówka lat osiemdziesiątych, kiedy to klub dwukrotnie zakwalifikował się do rozgrywek Pucharu UEFA (odpadając za każdym razem po dwóch rundach). W 1992 roku drużyna ostatni raz występowała w pierwszej lidze, a osiem lat później na jakiś czas pożegnała się też z drugą. Trzy lata wcześniej dotarła jednak do finału Pucharu Austrii, w którym ulegli 1:2 Sturmowi Graz. W 2009 roku wróciła na drugi poziom rozgrywkowy, a w obecnym sezonie walczy o utrzymanie w niej.

Madryt

Wiadomo, Real i Atlético. Często można też usłyszeć, że Getafe to również klub z Madrytu, chociaż w rzeczywistości znajduje się on jedynie w obszarze metropolitalnym stolicy Hiszpanii. Prawdziwie madryckim klubem jest za to Rayo Vallecano, najbardziej znane z tego, że do 2011 roku miało prezesa-kobietę, a w latach dziewięćdziesiątych na jednym poziomie rozgrywkowym nie mogło wytrzymać dłużej niż dwa sezony. Ostatnie 14 lat to jednak duża poprawa, bo niemal zawsze Rayo spędzało już te 3-4 sezony w każdej z lig, w których się znalazło.

Najbardziej udany był ten poprzedni, w którym drużyna zajęła ósme miejsce – najwyższe w historii swoich występów w Primera Division. Za to w sezonie 2000/2001, dzięki miejscu w klasyfikacji fair play, Rayo grało w Pucharze UEFA, docierając do ćwierćfinału, w którym przegrało z późniejszym finalistą, Deportivo Alaves. Najbardziej znanymi piłkarzami, którzy grali w klubie są Hugo Sánchez (dla starszych kibiców) i Alvaro Negredo (dla młodszych). W obecnym sezonie Rayo nieznacznie przegrało z Realem (2:3) i dostało lanie od Atlético (0:5).

Lizbona

Każdy, kto chociaż średnio zna się na piłce, kojarzy Sporting i Benficę. Tymczasem w portugalskiej ekstraklasie występuje jeszcze jeden zespół ze stolicy. Belenenses, bo o nim mowa, z pewnością też obijał się kibicom o uszy, choć oczywiście nie w kontekście walki o mistrzostwo Portugalii lecz raczej o utrzymanie, co też będzie celem tej drużyny w obecnym sezonie, po powrocie z trzyletniego pobytu w drugiej lidze. Nie jest to jednak klub bez jakichkolwiek sukcesów, chociaż ostatni miał miejsce w 1989 roku. Belenenses zdobył wtedy Puchar Portugalii, jeden z sześciu w swojej historii. Mało tego, do 1938 roku rozgrywki te były tak właściwie mistrzostwami kraju (nie istniała liga), więc zdobyte przed tym rokiem trzy puchary, oznaczały również trzykrotne mistrzostwo.

bele

Jedyne „klasyczne” mistrzostwo klub wywalczył w 1946 roku zostawiając na niższych stopniach podium obu rywali zza miedzy. Jeśli jako sukces liczyć też wicemistrzostwo, to Belenenses zdobył dwa, w 1955 i 1973 roku. W obu przypadkach lepsza była Benfica. W Belenenses występował polski piłkarz Dariusz Adamczuk. Wikipedia podaje, że jedynie 5 razy, co i tak jest lepszym wynikiem niż efekt pobytu w klubie „wiecznie młodego” Freddy’ego Adu. Ten amerykański „talent” rozegrał w barwach klubu 3 spotkania, wrócił do Stanów, a ostatnio grał w brazylijskiej Bahii.

Trzy tygodnie temu władze tego klubu zapowiedziały, że nie przedłużą z nim wygasającego w grudniu kontraktu. Wróćmy jednak do Belenenses i znanych nazwisk w jego kadrze. Na początku 1970 roku kontrakt z klubem podpisał Felix Mourinho, czyli ojciec José. Jeszcze w trakcie kariery piłkarskiej był on asystentem trenera, a gdy w 1982 roku powrócił do klubu jako menadżer, zabrał ze sobą 19-letniego syna. Jako że José był nieporównywalnie gorszym piłkarzem niż jest trenerem, to pożegnał się z Belenenses niedługo po tym, gdy klub pożegnał się z jego ojcem.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!