Na dźwięk słów Age of Empires, stary wyjadacz strategii uronił łzę, a przed oczami przebiegły mu dziesiątki godzin spędzonych przy zbieraniu surowców i budowaniu królestwa. „Bo tak dobrych gier już się nie robi” – rzekł nostalgicznie i machnął nieociosaną laską w powietrzu. Sięgnął po inhalator i rozpoczął opowieść:

Ja ten rok dobrze pamiętam, zupełnie jakby to było wczoraj. Były ostatnie dni września 1999 roku, a ja wtedy, jeszcze jako młodzian, szedłem żwawo do salonu komputerowego. Ponad dwie stówy zawołali za dwójeczkę. Jedna z najdroższych gier w sklepie! Wyobrażasz to sobie, synek? Czasy straszne, Microsoft się cenił, a ja z pustym portfelem lecz pełnym kartonowym pudełkiem wracałem do domu. Niech mnie piorun trzaśnie, warto było.

 

Dlaczego warto?

Jak to dlaczego? Druga część Age of Empires okazała się być najlepszą częścią serii! Tak dobrej strategii do dziś ze świecą można szukać. Do wyboru było 13 historycznych cywilizacji podzielonych na 4 kręgi kulturowe. Każda nacja posiadała niewielkie bonusy, specjalną jednostkę oraz budynek zwany Cudem, a każdy krąg kulturowy mógł pochwalić się własnymi modelami budynków. Co za przepych! Co prawda zróżnicowanie stron było niewielkie, jednakże dzięki temu wystarczyło opanować tylko jedną cywilizację by móc grać pozostałymi nie zbierając batów. Ba, nawet nie trzeba było opanowywać gry do perfekcji, by móc uznać siebie za wspaniałego stratega. I o to chodziło! Pewnie powiesz – strategia jak strategia – ale największym atutem była grywalność i dbałość o detale. To jedna z tych gier, która nie miała w sobie nic przełomowego, jednakże laury zebrała ze względu na idealne dopracowanie. Była to produkcja tak udana, że charakterystyczne fundamenty rozgrywki AoE II próbowano cichaczem kopiować w wielu późniejszych tytułach takich jak Empire Earth czy Cossacks.

O jakich detalach pan mówi?

Takiej dbałości o szczegóły tom dawno nie widział. Wieśniacy byli odmiennych płci, każda cywilizacja mówiła swoim natywnym językiem, miała swój budynek specjalny będący komputerową wersją prawdziwej budowli, a także opatrzona była bonusami zgodnymi z historycznymi uwarunkowaniami nacji. Nawet gromadzenie żywności mogło odbywać się na różne sposoby – zabijając dzikie zwierzęta, hodując domowe, zbierając jagody, łowiąc ryby oraz uprawiając farmy. A nie zapominaj ile lat temu to było! Pamiętam również charakterystyczne dźwięki z gry, może dlatego, że jestem już prawie ślepy. Sapiące „westchnięcie” przy tworzeniu nowego wieśniaka, lub „Łololo” mnicha przy nawracaniu jednostki wryło się w moją kiepską pamięć. Teraz może to i nic specjalnego, ale drzewiej…

A teraz?

A teraz to nadal świetna gra! No dobra, grafika może młodzieży w dzisiejszych czasach nie porwie, bo oni tam teraz chcą trzy wymiary oglądać w trzech wymiarach. Jakieś okulary są nawet do tego czy coś, tak mi prawnuczek mówił. Ale o czym to ja miałem…? Ah tak, grafika! Kolorowe 2D na starych kineskopach się pięknie prezentowało! Trzeba przyznać. Te animacje, te modele budynków i postaci… O matko, moje serce! Khhh, khhh… Już muszę kończyć, bo mnie salowa opierdzieli, że się ekscytuję. Słuchaj, młody, jeżeli zatęskniłeś za starą sprawdzoną mechaniką, a nie masz Age’ów pod ręką – bez obaw – w tej chwili możesz zagrać w Age of Empires Online.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!