Kiedyś, dawno temu, Japończycy nie mieli jeszcze tylu dziwnych telewizyjnych teleturniejów. Ale kiedyś na DSF, niemieckim kanale sportowym, leciał pierwowzór ich wszystkich. Nagrywano ciapowatych skośnookich, którzy starali się nie zrobić sobie krzywdy w wielu fantasmagorycznych konkurencjach. Zazwyczaj im to nie wychodziło – i to było w tym wszystkim najśmieszniejsze.

Bo przecież nie ma nic zabawniejszego niż człowiek zaliczający glebę ryjem w błoto. Zwłaszcza, jeżeli wcześniej spotkał się z rozbiegu z twardą ścianą, przez którą powinien był się przebić. Oczywiście wszystko w imię wygłupów i bajecznie infantylnego poczucia humoru, które jest jednym z większych znaków charakterystycznych kraju, który wpadł z wizytą do Jankesów w Pearl Harbor. Nikomu nie były potrzebne napisy, wszyscy zadowalali się Niemieckim lektorem i lecącym w tle darciem łacha prowadzących oraz darciem mordy uczestników.

Ganbarimasu!!!~~

Oryginalne Takeshi’s Catle emitowane było w latach 1986-1989 (na DSF dopiero 1999-2001). Specjalnie na potrzeby programu stworzono charakterystyczną scenografię wraz ogromnym z torem przeszkód, którego oczywistym celem było jak największe sponiewieranie pretendentów. I pomimo, że fabuła ani cel wcale nie był ważny, to cała zabawa rozchodziła się o to, żeby dostać się do Zamku Takeshiego i skopać mu tyłek w ostatecznej konkurencji. A dotrzeć do niego było dość trudno. Zadaniem (przynajmniej setki) uczestników było przebrnięcie z honorem przez tor, który miał na celu zrobić z nich głupka i przeważnie sprowadzić na błotnistą glebę (lub do wody). Ci, którym trudna sztuka manewrowania po torze przeszkód nie wyszła, byli oczywiście eliminowani. I tak do skutku, póki nie ostała się garstka fuksiarzy.

Sposobów na zabawne zrobienie sobie krzywdy było mnóstwo. Niektóre konkurencje pojawiały się tylko raz w całej historii programu, inne zaledwie kilka razy, a jeszcze inne praktycznie w każdym odcinku. Niestety finał był najbardziej miałki, ponieważ polegał na strzelaniu z pistoletów na wodę do papierowego pierścienia (w późniejszych edycjach zastąpiono wodę laserami). Bez gleb, bez uderzania w coś głową, bez wpadania do wody. Po prostu nuda. Na zwycięzcę, który zestrzelił pojazd Takeshiego, czekało milion jenów, czyli w przeliczeniu na tamte czasy był to odpowiednik około 8000 baksów. Jednakże rzadko kto wygrywał, jako że Takeshi, aby nie było zbyt sprawiedliwie, dysponował znacznie większym gabarytowo arsenałem i z palcem w nosie kosił niemal wszystkich – ku uciesze widzów. Nic więc dziwnego, że w całej historii programu kasę zgarnęło tylko dziewięciu uczestników.

風雲!たけし城 !!!! ~~

Teleturniej został zdjęty z anteny w momencie, gdy osiągnął największą furorę. Kończenie produkcji u szczytu popularności jest często spotykanym zabiegiem w Japonii, dzięki czemu nie trzeba patrzeć jak umierają śmiercią tragiczną, ale za to przybierają status kultowych. Ot, takie telewizyjne samobójstwo, by zostać na zawsze w pamięci, w tej najlepszej postaci. Pomimo że jest to biznesowy strzał w stopę i każdy pazerny producent zastanawia się, co za głupek tak wymyślił. Odpowiedź jest prosta – Takeshi Kitano. Bożyszcze Japończyków i prawdziwy człowiek renesansu, który między innymi stworzył wiele głębokich i wzruszających filmów.

Show był tak popularny, że regionalne przeróbki powstały w 27 krajach całego świata. Były to w większości pomieszane scenki z różnych odcinków, wraz z dogranym „przezabawnym” komentarzem, który my pamiętamy oczywiście ze stacji DSF. Na całe szczęście nie przeszkadzało to nikomu zwijać się ze śmiechu patrząc, jak wygłupia się ten najinteligentniejszy naród na świecie.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!