Gdy po raz pierwszy zasiadłem do Drivera, robiłem niemal wszystko, poza wypełnianiem misji. Dla gier z otwartym światem jest to chyba najlepszy możliwy komplement. I nawet jeżeli wynikało to z cholernie wysokiego poziomu trudności, a poza misjami nie było za bardzo co robić, to i tak była to gra wybitna.

Samo rozbijanie się samochodem po mieście było przyjemne. Co prawda nie było możliwości naprawy uszkodzeń, a rozwalona fura oznaczała jedynie restart, ale stylizacja na filmy z pościgami z lat siedemdziesiątych skutecznie motywowała do gubienia felg i wciskania się pomiędzy blokady policyjne.

https://wykrzyknik.org/jak-wygladaja-randki-z-tindera/