Kilkanaście dni temu na jakimś blogu trafiłem na wpis, którego autor zżymał się na artykuł o tym, że w Polsce nie ma dobrych seriali. Precyzyjniej mówiąc, chodziło o seriale produkowane w Polsce, nie zaś o emitowane u nas zagraniczne produkcje. Coś w tym jednak jest, ale od czego są zagraniczne licencje? Na ich podstawie nakręcono kilka hitów, chociaż nie obyło się też bez niewypałów.

Autor stworzył ranking dziesięciu seriali, które wg niego przeczą teorii o biedzie w tej kwestii. Problem w tym, że ograniczył się do produkcji komediowych, a w zestawieniu zawarł koprodukcję polsko-niemiecką, trzy seriale ciągnięte bez sensu w nieskończoność (w tym jedną bezczelną zrzynkę z amerykańskiego hitu) i trzy powstałe na licencji – zatem jedynie trzy produkcje zasługiwały na umieszczenie na tej liście. Wychodzi więc na to, że z polskimi serialami jest jak z polskim kinem:

HITY

Miodowe lata (1998-2003)

Przebój Polsatu powstał na podstawie scenariusza do „The Honeymooners”. Oryginał liczy sobie zaledwie 39 odcinków („Miodowe lata” z kolei 131), a jego premiera miała miejsce w 1955 roku, chociaż skecze z jego bohaterami pojawiały się już pięć lat wcześniej w programie Jackiego Gleasona, twórcy serialu i zarazem odtwórcy głównej roli. Największa różnica jest taka, że amerykański Karol Krawczyk jeździ nie tramwajem, a autobusem.

Niania (2005-2009)

Zanim serial ten zagościł na ekranach w 2005 roku, polscy widzowie mieli wiele okazji by poznać jego pierwowzór. Jeśli ktoś nigdy nie widział chociaż jednego odcinka (mimo tego, że serial pokazywało już pięć stacji), to od 12 grudnia „Pomoc domową” można oglądać na TV6. Spośród wszystkich wersji regionalnych serialu (wikipedia pisze o dziesięciu), twórcy oryginału za najlepszą uznali właśnie polską.

Lokatorzy (1999-2005) i Sąsiedzi (2003-2008)

Brytyjski oryginał „Lokatorów” pochodzi z roku 1973 i zwie się „Man About the House”. Jako że produkowane tam seriale mają zwykle bardzo krótkie serie (z reguły po 6-8 odcinków), to polscy twórcy po wyczerpaniu pomysłów z oryginalnego scenariusza zapożyczyli również wątki z amerykańskiej wersji – „Three’s Company”.

Jankesi nakręcili 172 odcinki, a w głównej roli męskiej wystąpił John Ritter, znany później choćby z dwóch części „Kochanego urwisa” i serialu „8 prostych zasad”. „Three’s Company” kręcony był do 1984 roku i podobnie jak brytyjski pierwowzór, doczekał się spin-offu – „The Ropers”. W oryginale był to „George i Mildred”, a opowiadał o losach starszego małżeństwa od którego bohaterowie serialu-matki wynajmowali mieszkanie.

W Wielkiej Brytanii powstało 38 odcinków (tylko o dwa mniej niż „Man About the House”), amerykański licznik zatrzymał się na 28, zaś polska wersja (czyli właśnie „Sąsiedzi”) liczy sobie 151 epizodów. Co ciekawe, Brytyjczycy wyprodukowali jeszcze jeden spin-off, którego licencja również została zakupiona przez Amerykanów. Jednak „Robin’s Nest” (w USA „Three’s a Crowd”) nie doczekał się polskiej adaptacji, chociaż jego główny wątek został poniekąd wpleciony w późniejsze odcinki „Lokatorów”.

Kasia i Tomek (2002-2003)

Nie samymi anglojęzycznymi formatami telewizja żyje, a przykładem tego jest sto odcinków „Kasi i Tomka”. Co prawda kanadyjski, francuskojęzyczny „Un gars, une fille” liczył o czterdzieści epizodów więcej, ale polska wersja powstawała znacznie „intensywniej” – cała setka powstała w zaledwie dwa lata, podczas gdy Kanadyjczycy potrzebowali siedmiu.

Ojciec Mateusz (2008-?)

Wybór Artura Żmijewskiego do sportretowania głównego bohatera był dość zaskakujący. Nie ze względu na wcześniejsze role twardzieli i przestępców, ale z powodu wieku aktora. Dlaczego? Ano dlatego, że Żmijewski miał wówczas 42 lata, podczas gdy Terence Hill, grający oryginalnego Don Matteo, miał na karku dziewiętnaście wiosen więcej. Zaś co do wcześniejszych dokonań aktorskich, to Hill (którego prawdziwe nazwisko brzmi Mario Girotti) pojawiał się w niezliczonych spaghetti westernach i komediach sensacyjnych, w których najczęściej występował z Budem Spencerem.

Na Wspólnej (2003-?)

Chociaż pierwowzorem „Na Wspólnej” jest niemiecki serial „Między nami”, to tasiemiec TVN-u najwięcej czerpie z wersji węgierskiej („Barátok Közt”), co widać choćby po oprawie graficznej. Swoje wersje serialu mają również Czesi i Słowacy. Oryginał liczy sobie już 19 lat i ponad 4700 odcinków – ciekawe, kiedy do takich liczb dociągnie „Na Wspólnej”. Przy obecnym tempie (+/- 160 odcinków rocznie) zajmie mu to jeszcze 18-19 lat.

Fala zbrodni (2003-2008)

Serial dużo popularniejszy niż jego szwedzki odpowiednik „Brottsvåg”. Powstały 103 odcinki „Fali zbrodni”, więc scenarzyści musieli wprowadzić wiele swoich pomysłów, dlatego że wersja oryginalna liczyła tylko 24 epizody, z których rzekomo i tak nie wykorzystali wszystkich wątków. Cholernie trudno było znaleźć jakiś sensowny klip z pierwowzoru, więc będzie trochę z dupy:

Usta Usta (2010-2011)

Wierna adaptacja brytyjskiego „Cold Feet”. Nawet liczba odcinków jest podobna – 32 w oryginale, 35 w polskiej wersji. Niektórym fanom jednak nie spodobały się wydarzenia z końcówki serialu, choć polscy scenarzyści nie mieli zbyt dużego pola manewru – w ostatnich odcinkach „Cold Feet” działy się te same rzeczy. Z kolei pierwsze dwa jego drugiej serii wyreżyserował późniejszy laureat Oscara za „Jak zostać królem”, Tom Hooper.

Komisarz Alex (2012-?)

I tutaj podniosło się larum, gdy serial przeniósł z oryginału smutny wątek. Chodzi oczywiście o śmierć pierwszego komisarza, co z powodu licencji było nieuniknione, choć scenarzyści mogli odwlec to o jakieś 13 odcinków. Na miejscu fanów „Alexa” nie przywiązywałbym się też do nowego właściciela psa, bo i Rexowi zmieniano ich częściej niż piasek w kuwecie. Jedynie Polacy nakręcili własną wersję serialu, chociaż największego fioła na jego punkcie mają Włosi – 4 lata po zakończeniu produkcji podpierdzielili psa z Wiednia i zaczęli kręcić ciąg dalszy w Rzymie.

ŚREDNIAKI

Rodzinka.pl (2011-?)

Jeśli kogoś zdziwiło zdjęcie tej produkcji z anteny, to pewnie za chwilę się uspokoi. Najzwyczajniej w świecie polska wersja dogoniła wciąż produkowany kanadyjski oryginał („Les Parent”) i z powodu braku nowych scenariuszy do przerobienia, twórcy „Rodzinki.pl” muszą poczekać. Premiera nowej serii zaplanowana jest na jesień przyszłego roku.

Bez tajemnic (2011-?)

Najbardziej egzotyczny kraj pochodzenia oryginału. Izraelski „Be-tipul” okazał się na tyle dobrym pomysłem, że licencję zakupiono do 17 krajów. Oryginał liczy sobie 80 odcinków, najbardziej popularna, amerykańska wersja („In Treatment”) dociągnęła do 106, zaś „Bez tajemnic” będzie miał ich co najmniej o dziewięć więcej.

Camera Café (2004)

Tytuł francuskiego oryginału był na tyle uniwersalny, że przyjął się w większości z ponad dwudziestu regionalnych adaptacji. Jest on grą słów, nawiązującą do sformułowania „caméra cachée”, oznaczającego „ukrytą kamerę”. Pierwowzór liczy setki kilkuminutowych odcinków (ze względu na dokrętki i niewyemitowane epizody trudno jednoznacznie stwierdzić ile ich jest, ale co najmniej 571), z kolei polska wersja składa się z 63 siedmiominutowych i 15 dwudziestominutowych.

Hela w opałach (2006-2011)

Sądząc po ocenie na Filmwebie (4,6), to do amerykańskiego oryginału trochę mu brakuje. TVN jednak jakoś przepchnął 4 serie na swojej antenie (choć premierę ostatniej odkładał trzy lata), a gdyby nikt nie chciał tego oglądać (albo raczej nikt nie chciałby się w trakcie reklamować), to nie powstałoby 56 odcinków. No ale polska wersja faktycznie nie mogła być tak dobra jak „Grace w opałach” – spod ręki twórcy pierwowzoru wyszło mnóstwo innych świetnych seriali, między innymi „Dwóch i pół” i „Teoria wielkiego podrywu”.

Czułość i kłamstwa (1999-2000)

Polska wersja szwedzkiej opery mydlanej „Vita lögner”. W oryginale powstało 319 odcinków („Czułość i kłamstwa” liczy 150), a w trzydziestu jeden z nich można było oglądać polską aktorkę Małgorzatę Pieczyńską. Poza nią, w serialu wystąpiło jeszcze dwoje bardzo znanych aktorów – Maud Adams (znana z „Ośmiorniczki”) i Alexander Skarsgård (od kilku lat świecący gołą dupą w „Czystej krwi”).

I kto tu rządzi? (2007-2008)

Osiem sezonów i prawie dwieście odcinków „Who’s the Boss?” nie przełożyło się na sukces polskiej wersji, ale 52 epizody to też całkiem dobry wynik. Jednak malejąca oglądalność sprawiła, że Polsat odpuścił sobie produkcję kolejnych serii. Główny bohater amerykańskiego serialu był baseballistą, więc mimo popularności w naszym kraju sprzętu sportowego dla tej dyscypliny, jego polski odpowiednik grał w piłkę nożną.

Krew z krwi (2012)

Serial niedawno zaczęła pokazywać TVP 2, ale nie ma się co przywiązywać – producent (Canal+) wycofał się z produkowania filmów fabularnych i seriali, więc powstała tylko jedna, 8-odcinkowa seria. Holenderski pierwowzór („Penoza”) ma się za to dobrze, a do tej pory powstały 3 serie, składające się z 28 odcinków.

Faceci do wzięcia (2006-2008)

Kiepsko oceniana adaptacja amerykańskiego serialu „Dziwna para” z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych. Ten z kolei powstał na fali popularności filmu z 1968 roku, w którym główne role zagrali Walter Matthau i Jack Lemmon. Trzydzieści lat później z oboma aktorami nakręcono sequel. W wersji serialowej oczywiście nie grali, chociaż odtwarzający jedną z ról Jack Klugman również był znanym aktorem (między innymi z „Dwunastu gniewnych ludzi”). Drugi zaś, Tony Randall, w wieku 75 lat ożenił się z kobietą młodszą o pół wieku i doczekał się z nią dwójki dzieci.

Tancerze (2009-2010)

Kontynuując temat znanych nazwisk, w hiszpańskim „Un Paso Adelante” występowała siostra Penelope Cruz, Monica. Serial ten, będący pierwowzorem „Tancerzy”, składa się z 84 odcinków, chociaż na potrzeby emisji w innych krajach często dzielono je na krótsze (jak w przypadku wielu hiszpańskich produkcji serialowych, trwają one po 80 minut).

Ja to mam szczęście (2012)

Serial liczy 52 odcinki w dwóch seriach, czyli na pierwszy rzut oka dwa razy mniej (125) niż francuski pierwowzór. Jednak epizody „Que du bonheur!” miały jedynie trzy minuty długości, wobec czego wychodzi na to, że Polacy nakręcili więcej materiału. To tyle, co można powiedzieć na temat tej produkcji.

WTOPY I GNIOTY

Galeria (2011-2014)

Żarło, żarło i zdechło. Niby ludzie zasiadali przed telewizorami, jednak TVP jako powód zakończenia produkcji podała malejącą oglądalność. Nie wyemitowano nawet wszystkich nakręconych odcinków, jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że w styczniu 2014 roku serial wróci na antenę. Pewnie tylko po to, by zamknąć wszystkie wątki, bo wątpliwe, by Telewizja Polska ciągnęła go tak jak Włosi swój oryginał („Cento Vetrine”). Kręcą go od 2001 roku, a niebawem pęknie granica trzech tysięcy odcinków.

Ludzie Chudego (2010-2011)

W Hiszpanii może i to śmieszyło (wszak nakręcono 117 odcinków), jednak polska wersja serialu „Paco i jego ludzie” zakończyła się na dwudziestu sześciu epizodach. Jeszcze gorzej wypadły włoska i grecka adaptacja – w obu krajach w sumie powstało 20 odcinków. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić co bawi Hiszpanów, to oryginał od czasu do czasu można obejrzeć w AXN.

Rodzinka (2004)

Ktoś to w ogóle jeszcze pamięta? W 2004 roku wyemitowano 16 odcinków, co przy 90 epizodach brytyjskiego oryginału („Moja rodzinka”) wypada słabo. Kiepsko dobrana obsada (z całym szacunkiem dla Piotra Machalicy) i tak wcześniej czy później położyłaby polską wersję. Brytyjczycy z kolei tak potrafili wybrać aktorów, że jednego z nastoletnich bohaterów wiarygodnie zagrał 37-latek.

Trzy po trzy – Numery z kwatery (2007)

Niemiecki humor. Odpuśćmy sobie tego typu produkcje – Niemcom się podobało (pięć lat emisji w Sat. 1), ale polska wersja wypadła z ramówki TVN-u po trzynastu odcinkach. W 2012 roku „Die Dreisten Drei” wróciło na antenę z nową obsadą (choć zmieniała się ona już w trakcie pierwszych pięciu lat), tym razem angażując nawet niebrzydką aktorkę. Oczywiście z poprawką na stereotypową urodę rodowitych Niemek.

Reguły gry (2012)

Szumnie reklamowany jako pierwsza produkcja własna TVN7 (w sensie produkowana przez tę stację), serial doczekał się tylko 15 odcinków. Decyzję o zawieszeniu produkcji tłumaczono „kryzysem na rynku reklamy”, chociaż oglądalność też nie była rewelacyjna. Amerykanie anulowali pierwowzór („Sposób użycia”) dopiero w maju 2013 roku, po stu odcinkach w siedmiu sezonach. Jeśli są tu jacyś fani „Family Guya”, to z pewnością skojarzą pewien niski, męski głos z tego klipu:

Klub szalonych dziewic (2010)

Może i polska wersja była do dupy i skończyła się po 13 odcinkach (holenderski pierwowzór miał ich sześć razy więcej), ale jak spojrzeć na aktorki, grające w „Rozengeur & Wodka Lime”, to całkowicie zrozumiałe staje się to, dlaczego tak wielu panów w tym kraju pała miłością do innych mężczyzn. Jeśli tak mają wyglądać młode, wyzwolone i seksowne kobiety, to w polskiej wersji w głównych rolach powinniśmy oglądać Mirosława Zbrojewicza, Stevena Tylera z Aerosmith (ze względu na uderzające podobieństwo do jednej z aktorek), gospodarza krypty z „Opowieści z krypty” i Pershinga z „13 posterunku”.

Wszyscy kochają Romana (2011-2012)

Gówno prawda – nikt go nie kocha, nawet reżyser. Za to w Stanach Zjednoczonych „Wszyscy kochają Raymonda” – serial w ciągu dziewięciu lat dostał ponad sto nominacji do różnych nagród, co przyniosło mu między innymi piętnaście statuetek Emmy. Powstało jeszcze kilka innych regionalnych adaptacji serialu, jednak chyba tylko rosyjska stała się hitem. Oczywiście w Rosji. A Roman początkowo wyleciał z ramówki TVN-u po czterech odcinkach, jednak w końcu stacja wyemitowała pozostałe odcinki w późniejszym terminie.

Grzeszni i bogaci (2009)

Wychodzi na to, że TVN + Bartłomiej Kasprzykowski w głównej roli + serial na licencji = klapa i zdjęcie z anteny po czterech odcinkach. Dokładnie jak w przypadku „Wszyscy kochają Romana”. Co prawda są osoby, którym się to podobało (oczywiście uważają, że ci, którzy sądzą inaczej są idiotami), jednak emisja tego typu szajsu powinna być zabroniona przez Konwencje Genewskie. Kanadyjski pierwowzór („Le cœur a ses rai sons”) doczekał się 39 odcinków, a że polska wersja była wierną adaptacją, to wypada mieć nadzieję, że tam lepiej umieją parodiować amerykańskie opery mydlane.

Nie było ani słowa o przerabianiu południowoamerykańskich telenowel, bo stacje z reguły długo wcześniej trąbią o zakupieniu licencji, a pierwowzory nierzadko były już emitowane w Polsce, więc prawdziwe pochodzenie tych seriali powinno być znane. Jeśli jednak ktoś o tym nie słyszał, to „Prosto w serce” w oryginale było argentyńskim „Jesteś moim życiem”, „BrzydUla” to oczywiście kolumbijska „Brzydula”, „Majka” zaczynała w Wenezueli jako „Juana la Virgen”, a „Wiadomości z drugiej ręki”, co prawda bardziej kojarzone jako serial komediowy, to adaptacja argentyńskiej telenoweli „Pan i Pani Pells”.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!