Takiej ilości szans na statuetki dla polskich filmowców nie było jeszcze nigdy. Po raz pierwszy zdarzyło się też, że w jednej kategorii nominowane zostały dwa filmy z Polski. W sumie pięć nominacji dla polskich filmowców. Mogą oni dołączyć do dziesięciorga innych Polaków, którzy oscarowe żniwa zakończyli ze statuetką w ręku.

Sylwetkom tegorocznych nominowanych przyjrzymy się tradycyjnie w ciągu najbliższych trzech tygodni, a teraz pogrzebmy trochę w przeszłości. Dziesięcioro Polaków, dwanaście statuetek i jeszcze więcej nominacji, chociaż te ostatnie akurat sobie odpuścimy. Wśród polskich laureatów Oscarów brakuje scenarzystów, aktorów czy też producentów, ale cieszmy się tym, co mamy. A mamy głównie ludzi związanych z muzyką filmową, dwóch reżyserów i specjalistów od spraw technicznych. Na planie filmowym każdy z nich się liczy. Oprócz poszczególnych osób, należałoby też wspomnieć o polsko-brytyjskiej animacji „Piotruś i wilk”, której nagrodę poniekąd również można zaliczyć do polskich zdobyczy oscarowych, jednak statuetki za ten film trafiły do brytyjskiej części ekipy – reżyserki Suzie Templeton i głównego producenta Hugh Welchmana.

Leopold Stokowski (1942)

„Prawdziwi Polacy” zapytają co z niego za Polak, skoro urodził się w Londynie z matki-Irlandki, większość życia spędził w USA, a do kraju przodków zawitał może ze dwa razy. Cóż, może właśnie dlatego należy cenić jego postawę – przyznawał się do Polski, choć wcale nie musiał. Wykształcenie muzyczne dała mu Wielka Brytania, sławę i kobiety (był trzykrotnie żonaty) znalazł w Stanach, uznanie zyskał zaś na całym świecie. Urodzony w 1882 roku dyrygent otrzymał Oscara za muzykę do disnejowskiej animacji „Fantazja”. Nie było to jednak wyróżnienie w standardowej kategorii, a nagroda specjalna, choć oczywiście nie umniejsza to osiągnięcia Stokowskiego.

Bronisław Kaper (1954)

W niewiele mniej mrocznych dla Polski czasach Oscara zdobył też drugi Polak w historii. Tym razem już w prawilnej kategorii najlepsza muzyka, w której przyznawano wówczas osobne nagrody dla dramatów/komedii oraz musicali. Polski kompozytor swoją dostał za muzykę do filmu „Lili”, zaś drugą zgarnął Alfred Newman – ojciec Thomasa. Droga Kapera do Hollywood wiodła z Warszawy przez Berlin i Paryż, gdzie spotkał Louisa B. Mayera – jednego z założycieli wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer. Ten jeszcze przed wojną sprowadził go do Ameryki, a hollywoodzka kariera Polaka trwała do późnych lat sześćdziesiątych.

Stefan Kudelski (1979, 1991)

Dwie nagrody, jednak po raz kolejny honorowe – tym razem za wkład w rozwój techniki nagrywania dźwięku. Kudelski nie był filmowcem, a wynalazcą-elektronikiem, znanym z produkcji magnetofonów Nagra (pierwszy egzemplarz powstał w 1951 roku). Oczywiście dzieło życia polskiego inżyniera powstało za granicą, a konkretnie w Szwajcarii, w której rodzina Kudelskich znalazła schronienie przed wojenną zawieruchą. Tam przyszły laureat Oscara odbył w zasadzie całą edukację, więc prawo do nazywania go swoim uzurpują sobie mieszkańcy kraju spod znaku białego plusa, jednak Kudelski polskości nigdy się nie wyparł, a swoje dzieło życia nazwał przecież słowem z ojczystego języka. Oprócz dwóch statuetek złotego golasa, Akademia nagrodziła Polaka również dwiema nagrodami naukowo-technicznymi (w 1965 i 1977).

Zbigniew Rybczyński (1983)

O polskim reżyserze znów było głośno niespełna półtora roku temu, za sprawą jego konfliktu z ówczesnym ministrem kultury. Rybczyński zagroził zrzeczeniem się obywatelstwa po tym, jak zwolniono go z funkcji dyrektora artystycznego Centrum Technik Audiowizualnych we Wrocławiu za wykrycie nieprawidłowości finansowych w placówce. Postanowił też wyemigrować, co już kiedyś zrobił – dwa lata po nakręceniu filmu „Tango” wyjechał do Austrii, a po otrzymaniu za niego Oscara, do Stanów Zjednoczonych. Kręcił tam głównie wideoklipy, ale za to dla jakich artystów – m.in. Lou Reeda, Micka Jaggera, The Alan Parsons Project, Supertramp i Pet Shop Boys.

Ewa Braun i Allan Starski (1994)

Wybitnie czarny humor Stwórcy sprawił, że akurat ktoś z takim nazwiskiem otrzymał Oscara za pracę przy „Liście Schindlera”. Oczywiście jest to zbieg okoliczności, chociaż polska scenograf urodziła się w 1944 roku, więc jej rodzice zapewne słyszeli o tej bardziej znanej Ewie Braun. A skoro już o rodzinie mowa – ciotką oscarowej laureatki była słynna seksuolog Michalina Wisłocka. Wracając jednak do „Listy Schindlera”, Braun była odpowiedzialna za dekorację wnętrz, zaś za scenografię odpowiadał Allan Starski. Dla obojga był to jedyny Oscar (oczywiście każde dostało swojego) i jedyna nominacja, jednak wśród filmów, przy których pracowali można znaleźć też inne znane tytuły. Braun ma w dorobku dekoracje do „Króla Olch”, „Jakuba kłamcy” i „Europa, Europa” zaś Starski był autorem scenografii do „Pana Tadeusza”, „Pianisty” i… „Eurotripu”.

Janusz Kamiński (1994, 1999)

O ile na planie „Listy Schindlera” Steven Spielberg zgromadził wielu polskich filmowców, o tyle Kamiński jest jednym z tych, których zaprasza do współpracy ze względu na umiejętności. Panowie razem pracowali już przy trzynastu filmach (trzy kolejne są zaplanowane), a Polakowi Oscara przyniosły zdjęcia do dwóch, których akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej. Chodzi rzecz jasna o „Listę Schindlera” (ich pierwszy wspólny film) i „Szeregowca Ryana”. Polscy operatorzy filmowi świetnie odnajdują się w Hollywood, kręcąc zdjęcia do naprawdę kasowych hitów, jednak to właśnie filmografia Janusza Kamińskiego jest nimi upchana – sequel „Parku Jurajskiego”, „Amistad”, „A.I. Sztuczna inteligencja”, „Złap mnie, jeśli potrafisz”, „Raport mniejszości”, „Monachium” czy też niespielbergowski „Jerry Maguire” to tylko te najbardziej znane.

Andrzej Wajda (2000)

Wajda jaki jest każdy widzi, chciałoby się rzec. Cóż bowiem napisać o jednym z dwóch najbardziej znanych polskich reżyserów? Można powiedzieć, że tym kim Spielberg jest dla kina światowego (jako reżyser, nie producent), Wajda jest dla polskiego. Z dziesięciu rodzimych filmów nominowanych do Oscara dla filmu nieanglojęzycznego, wyreżyserował aż cztery („Ziemia obiecana”, „Panny z Wilka”, „Człowiek z żelaza” i „Katyń”), a pięć innych odpadło w oscarowych przedbiegach. Pierwszym, który został zgłoszony do rywalizacji, był w 1957 roku „Kanał”, a więc do niedawna Wajda otwierał i zamykał listę reżyserów polskich filmów-kandydatów do Oscara (w 2013 zgłoszono „Wałęsę”, jednak również nie zyskał on uznania Akademii). Mimo tylu okazji statuetki się nie dochrapał, więc piętnaście lat temu postanowiono uhonorować go nagrodą za całokształt.

Roman Polański (2003)

Kontrowersyjna postać (poniekąd przez to jest tym drugim najbardziej znanym polskim reżyserem), której życie nie jest tak czarno-białe jak się niektórym wydaje, ale to jest temat na zupełnie inny tekst, więc zostańmy przy karierze filmowej Polańskiego. Choć pięciokrotnie nominowany do Oscara, statuetkę otrzymał tylko raz, za reżyserię „Pianisty”. Scenariusz „Dziecka Rosemary”, reżyseria „Chinatown” i „Tess” oraz produkcja obrazu o Władysławie Szpilmanie (nominacja za najlepszy film) okazały się słabsze od konkurencji, jednak trzeba przyznać, że tylko w przypadku „Chinatown” Polański trafił na konkurencję podziwianą do dziś, czyli Francisa Forda Coppolę z „Ojcem chrzestnym II”. Szkoda tylko, że po „Pianiście” polski reżyser nie nakręcił żadnego filmu na miarę wcześniejszych dzieł.

Jan A.P. Kaczmarek (2005)

Ostatni polski zdobywca Oscara muzyką filmową zajmuje się od wczesnych lat osiemdziesiątych. Co prawda większość filmów, do których napisał muzykę jest mniej znana, ale oprócz oscarowego „Marzyciela” kojarzyć na pewno można takie produkcje jak „Quo vadis”, „Niewierna”, „Mój przyjaciel Hachiko” czy też filmy Agnieszki Holland („Całkowite zaćmienie”, „Plac Waszyngtona”, „Trzeci cud”). Jako że nie samymi soundtrackami człowiek żyje, polski kompozytor tworzy tez muzykę z okazji przeróżnych wydarzeń kulturalnych i rocznic. Kaczmarek jest także twórcą i dyrektorem muzyczno-filmowego festiwalu Transatlantyk, którego piąta edycja odbędzie się w sierpniu w Poznaniu.

Tradycyjnie jak co roku, w oscarowy wieczór (czyli właściwie noc z 22 na 23 lutego) będzie można na Wykrzykniku śledzić relację tekstową z ceremonii, a i linki do transmisji wideo pewnie też się pojawią.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!