Teoretycznie do nakręcenia filmu wystarczy mieć reżysera, kamerzystę (a wraz z nim oczywiście kamerę) i przynajmniej jednego aktora. Przy dużych umiejętnościach wyżej wymienionych nawet z takiego minimum dałoby się stworzyć coś udanego, ale z filmami jest jak z potrawami – jedne przygotujesz z kilku najprostszych składników, zaś inne potrzebują dodatków i odpowiednio dobranych przypraw by w pełni poczuć ich smak.

Takimi „ulepszaczami” są właśnie kostiumy, scenografia, charakteryzacja czy efekty specjalne. Owszem, można nakręcić film bez nich, polegając na wyobraźni widza, ale w czasach gdy ludzie wolą mieć wszystko podane na tacy, praca specjalistów od tychże elementów filmowego rzemiosła jest niezbędna. Paradoksalnie, często również niezauważana, choć największe gwiazdy poniższych kategorii często nie mają już gdzie stawiać swoich nagród.

Najlepsza scenografia (i dekoracja wnętrz)

„Dziewczyna z portretu”– Eve Stewart (scenografia; 4. nominacja) i Michael Standish (dekoracja wnętrz; 1. nominacja)

Zdecydowanie najlepsza scenografia w tym roku. Podczas oglądania filmu ma się wrażenie jakby patrzyło się na obraz z epoki. Dla Stewart to trzecia nominacja w ciągu ostatnich sześciu lat (poprzednio „Nędznicy” i „Jak zostać królem”). Po raz pierwszy nominowana była w 2000 roku za scenografię do „Topsy-Turvy”, zaś Standish robił wówczas za „chłopca na posyłki” (production buyer).

„Most Szpiegów” – Adam Stockhausen (scenografia; 3. nominacja, 1 Oscar) i Rena DeAngelo (dekoracja wnętrz; 1. nominacja), Bernhard Henrich (dekoracja wnętrz; 1. nominacja)

Ze scenografii „Mostu Szpiegów” aż bije chłodem Zimnej Wojny. Stockhausen jako jedyny z całego grona nominowanych w tej kategorii może się poszczycić Oscarem – zdobył go w ubiegłym roku za scenografię do „Grand Budapest Hotel”. Dla dwójki dekoratorów to pierwsza nominacja, choć oboje mają w swojej filmografii produkcje, które przewinęły się przez oscarowe gale lub inne znaczące imprezy (m. in. „Daleko od nieba”, „Służące”, „Autor Widmo” czy „Walkiria”).

„Marsjanin” – Arthur Max (scenografia; 3. nominacja) i Celia Bobak (dekoracja wnętrz; 2. nominacja)

Max nominowany był wcześniej za „Gladiatora” (2001) i „American Gangster” (2008), z kolei Bobak za „Upiora w operze” (2005). Scenografowie wykonali kawał dobrej roboty, szkoda tylko, że sam film jest bardziej fiction niż science, przez co można pracę Maxa i Bobak przyrównać do założenia smokingu na szkolny apel. Smokingu, którego elementy były szyte w Polsce, bowiem marsjański obóz został po części zbudowany przez polską firmę z Kołbaskowa.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Colin Gibson (scenografia; 1. nominacja) i Lisa Thompson (dekoracja wnętrz; 1. nominacja)

Filmografia Gibsona zawiera produkcje z barwnymi bohaterami –gadające zwierzaki (dwie części „Babe”), transwestyci („Priscilla, królowa pustyni”) czy nastolatki w obcisłych strojach (spokojnie, chodzi o pełnometrażowych „Power Rangers”). Thompson odpowiadała za to za dekoracje wszystkich dziesięciu odcinków „Pacyfiku”, a w 2001 roku asystowała przy „Moulin Rouge”.

„Zjawa” – Jack Fisk (scenografia; 2. nominacja) i Hamish Purdy (dekoracja wnętrz; 1. nominacja)

Nie tyle najsłabszy, co najmniej wyróżniający się element „Zjawy”. Również w gronie nominowanych szału nie robi, choć trzeba pracy scenografów oddać to, że konkurencja jest na naprawdę wysokim poziomie. Fisk poprzednio nominowany był za „Aż poleje się krew” (2008), na koncie ma także prace przy „Cienkiej czerwonej linii” czy „Mulholland Drive”. Purdy również pracował przy głośnych tytułach – m. in. „Noc w muzeum”, „2012” i „Człowiek ze stali” – choć przeważnie w roli asystenta.

Najlepsze kostiumy

„Carol” – Sandy Powell (11. i 12. nominacja; 3 Oscary)

Choć wszystkie nominowane w tej kategorii filmy różnią się skrajnie, to kostiumy są w każdym na najwyższym poziomie. A skoro jest tak różnorodnie, to może Akademia postawi na klasykę? „Zakochany Szekspir”, „Aviator” i „Młoda Wiktoria” – te trzy produkcje przyniosły Powell statuetkę. Co prawda „Carol” to zupełnie inna epoka, ale akademicy w XXI w. bardzo rzadko nagradzali filmy inne niż szeroko pojmowane historyczno-kostiumowe.

„Dziewczyna z portretu” – Paco Delgado (2. nominacja)

Dlatego też równie mocnym (a może i mocniejszym) kandydatem jest Paco Delgado. W „Dziewczynie z portretu” kostiumy niewiele ustępowały scenografii, a Hiszpan, którego stylówę w „Ex Machinie” podrobił Oscar Isaac, został już wyróżniony nominacją w 2013 roku za „Nędzników”. Pracował też przy rodzimych produkcjach, takich jak „Biutiful”, „Skóra w której żyję” i „Śnieżka”.

„Kopciuszek” – Sandy Powell (11. i 12. nominacja; 3 Oscary)

Z drugiej strony, członkowie Akademii lubią wręczać nagrodę w tej kategorii baśniom, bo to oczywiście równie wielkie pole do popisu dla kostiumografów. Dla Powell to drugi w karierze dublet – poprzedni zdarzył się jeszcze w XX wieku, kiedy to w 1999 roku nominowano ją za „Zakochanego Szekspira” i „Idola”. Wówczas skutkowało to Oscarem, więc kto wie.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Jenny Beavan (10. nominacja; 1 Oscar)

Tak jak nie przemęczali się scenarzyści „Mad Maxa”, tak Jenny Beavan zrobiła naprawdę dużo by ten film można było jednak za coś pochwalić. Ale jeśli ktoś ma na koncie tyle oscarowych wyróżnień (w tym statuetkę za „Pokój z widokiem”), to tandety nie odwala. Choć jak mawiają, „szewc bez butów chodzi” – Beavan dość nietypowo komponuje swój własny ubiór, czego podczas gali BAFTA nie omieszkał nie zauważyć Stephen Fry.

„Zjawa” – Jacqueline West (3. nominacja)

W całym tym śniegu i brudzie kostiumy niezbyt rzucały się w oczy, choć nie można powiedzieć, że West po prostu pozszywała parę szmat i ubrała w nie aktorów. Taka już specyfika „Zjawy”, że kostiumy nie grały pierwszoplanowej roli. Kostiumografka wcześniej nominowana była za „Zatrute pióro” (2001) i „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” (2009).

Najlepsza charakteryzacja

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Lesley Vanderwalt (1. nominacja), Elka Wardega (1. nominacja), Damian Martin (1. nominacja)

Podobnie jak kostiumy, charakteryzacja jest niewątpliwą zaletą nowego „Mad Maxa”. Mimo że dla całej trójki to pierwsza nominacja w karierze, to jednak ich filmografie napakowane są hitami, w których make up miał duże znaczenie: Gwiezdne Wojny II i III, trzy części „Opowieści z Narnii”, „Moulin Rouge”

„Zjawa” – Sian Grigg (1. nominacja), Duncan Jarman (1. nominacja), Robert A. Pandini (1. nominacja)

Charakteryzacja DiCaprio jest bardzo dobra, szkoda tylko że najlepiej widać ją na zdjęciach z planu. W filmie to raptem kilka ujęć, podczas których nawet nie ma jak się przypatrzeć efektom pracy charakteryzatorów. Taka więc trochę sztuka dla sztuki.

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – Love Larson (1. nominacja) i Eva von Bahr (1. nominacja)

Love – jakie piękne imię. Tyle że nie dla faceta. Choć Evie von Bahr (nazwisko jak dla niemieckiej arystokratki z filmów o II wojnie światowej) przypadło do gustu, bowiem oboje od ośmiu lat ze sobą współpracują, a od ubiegłego roku tworzą udane małżeństwo. Sądząc po zdjęciach podobnie jest z charakteryzacją do filmu „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”, ale czy to wystarczy na „Mad Maxa” i „Zjawę”?

Najlepsze efekty specjalne

„Ex Machina” – Andrew Whitehurst (1. nominacja), Paul Norris (1. nominacja), Mark Williams Ardington (1. nominacja), Sara Bennett (1. nominacja)

Z tej czwórki tylko Whitehurst pracował w ubiegłym roku wyłącznie nad „Ex Machiną”. Norris udzielał się przy „Avengers: Czas Ultrona”, Williams Ardington dzielił swój czas między „Ant-Mana” i „Spectre”, zaś Bennett dorzuciła swoje trzy grosze do „Marsjanina”, a i tak efekty ich wspólnej pracy są powalające.

„Marsjanin” – Richard Stammers (3. nominacja), Anders Langlands (1. nominacja), Chris Lawrence (2. nominacja; 1 Oscar), Steven Warner (1. nominacja)

Oceniając przez pryzmat wcześniejszych nominacji, można powiedzieć, że za „science” odpowiadał Lawrence („Grawitacja”), zaś za fiction Stammers („Prometeusz” i „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”). Pozostali dwaj też nie są nowicjuszami: Harry Potter, Narnia i X-Meni to wpisy z filmografii Langlandsa, zaś Warner pracował między innymi przy „Szeregowcu Ryanie”, „Gladiatorze” i „Helikopterze w ogniu”.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” – Roger Guyett (4. nominacja), Pat Tubach (2. nominacja), Neal Scanlan (2. nominacja, 1 Oscar), Chris Corbould (3. nominacja; 1 Oscar)

Najbardziej doceniany z nominowanych kwartetów. Guyett był do tej pory nominowany za „Harry’ego Pottera i Więźnia Azkabanu” (2005), „Star Trek” (2010) i „W ciemność: Star Trek” (2014), za który nominację otrzymał także Tubach. Corbould w 2009 roku dostał nominację za „Mrocznego rycerza”, a dwa lata później zgarnął statuetkę za „Incepcję. Najdłużej na kolejne wyróżnienie czekał Scanlan – od chwili gdy odebrał Oscara za „Babe – świnkę z klasą” mija właśnie 20 lat.

„Mad Max: Na drodze gniewu” – Andrew Jackson (1. nominacja), Tom Wood (1. nominacja), Dan Oliver (1. nominacja), Andy Williams (1. nominacja)

Dotychczas żaden nie był nominowany, ale każdy pracował przy jakimś hicie w dużej mierze opartym na efektach specjalnych. I tak Jackson – „300”; Wood – „Harry Potter i kamień filozoficzny”; Oliver – „Matrix reaktywacja”; zaś Williams był w ekipie odpowiedzialnej za efekty w „Bondach” – od „Zabójczego widoku” po „Świat to za mało”.

„Zjawa” – Richard McBride (1. nominacja), Matt Shumway (1. nominacja), Jason Smith (1. nominacja), Cameron Waldbauer (2. nominacja)

Niedźwiedź był fajny, choć mimo popierdalania przez lata po dzikim lesie sierść miał bardziej lśniącą niż modelki w reklamach szamponów do włosów. Niemniej jednak zestaw filmów, które efektami upiększali ci goście jest co najmniej spektakularny. Dwa „Matrixy”, Terminator 3”, „Avatar”, „Grawitacja” (McBride), „X-Men 2”, „Opowiesci z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”, „Życie Pi” (Shumway), „Avengers”, „Gwiezdne wojny: Czesc III – Zemsta Sithów”, „Harry Potter i Czara Ognia”, „Transformers” (Smith), multum „X-menów”, „2012” (Waldbauer) – to tylko niektóre z tytułów. „Zjawa” naprawdę wygląda na tym tle jak ubogi krewny. Z drugiej strony niedźwiedź może okazać się kamieniem milowym w historii kina, jeśli dzięki niemu Leo w końcu dostanie Oscara.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!