Futboliści, piłkarze, bokserzy, a jak się dziś okaże, także pływacy. Od poprzedniej części minęło już ładnych kilka tygodni, ale oto jest – ostatnia piątka ekranowych twardzieli, których kiedyś można było oglądać w ringu, na boisku czy innej sportowej arenie. Zanim jednak przejdziemy do głównej treści, kilka słów o gościu, który może i powinien się znaleźć w zestawieniu, ale go nie ma.

Po pierwsze dlatego, że bardziej znany jest z pozaboiskowych i pozaekranowych wyczynów, po drugie zaś – kiedyś już o nim pisaliśmy. Dlatego o OJ-u Simpsonie tylko uzupełnimy informacje. Obie kariery futbolista łączył od samego początku. Tak naprawdę najpierw zadebiutował na ekranie – w drugiej połowie 1968 roku wystąpił gościnnie w czterech  serialach telewizyjnych – a dopiero rok później zadebiutował w AFL (która w kolejnym sezonie połączyła się z NFL).

Zanim pożegnał się z boiskiem, zagrał siedemnaście ról w filmach i serialach. Jednak i tak kojarzony jest głównie z trzema częściami „Nagiej broni” oraz morderstwem byłej żony, które uszło mu na sucho. Co ciekawe, polska premiera ostatniego filmu o poruczniku Drebinie odbyła się dokładnie tego samego dnia, co aresztowanie Simpsona. W dzisiejszych czasach byłaby to z pewnością gigantyczna reklama dla filmu.

5. Vinnie Jones

„Porachunki”, „Przekręt”, „60 sekund”, „Eurotrip” – Vinnie co prawda pojawia się głównie w rolach drugoplanowych, ale zawsze zwraca na siebie uwagę widza. Świetny zarówno jako czarny charakter, jak i pozytywna postać, najczęściej z szemraną przeszłością. I właśnie taki jest sam Jones – sympatyczny gość z bezwzględną facjatą, który podczas kariery piłkarskiej był postrachem napastników. Dwunastokrotnie otrzymał czerwoną kartkę, a jego występ w spotkaniu Pucharu Anglii przeciwko Sheffield United zakończył się już po trzech sekundach, co do dziś pozostaje niepobitym osiągnięciem.

Był to rok 1992, a Vinnie Jones grał wówczas w Chelsea. Kolejnych sześć sezonów spędził w Wimbledonie, z którym jest najbardziej kojarzony (grał w nim również w latach 86-89), a karierę sportową zakończył w 1999 roku w Queens Park Rangers. Podobnie jak kilku innych z tego zestawienia, również Jones zadebiutował na ekranie jeszcze przed sportową emeryturą. Jego pierwszym filmem były „Porachunki” w reżyserii Guya Ritchiego, u którego zagrał jeszcze dwa lata później w „Przekręcie”. W obu filmach zobaczyć można również kolejnego sportowca-aktora z naszej listy.

4. Jason Statham

I tu pojawia się problem. Z dostępnych źródeł można wywnioskować z niemal stuprocentową pewnością, że sportowa kariera Stathama nie jest tylko marketingowym wymysłem. Jednak jego nazwiska nie uświadczymy w żadnych tabelach wyników, a opowieści aktora o tym, że w 1992 roku zajął dwunaste miejsce w mistrzostwach świata w pływaniu można włożyć między bajki. Głównie dlatego, że w owym roku mistrzostw nie było. Odbyły się natomiast Masters Championships, czyli bardziej po naszemu: mistrzostwa świata weteranów. Światowa Federacja Pływacka za takowych uznaje zawodników od 25 roku życia wzwyż, więc mający wówczas dokładnie tyle lat Statham zapewne właśnie te zawody ma na myśli.

Aktor specjalizował się w skokach do wody, którymi zainteresował się jeszcze w dzieciństwie, gdy podczas rodzinnych wakacji przypatrywał się trenującemu skoczkowi. Młody Jason był na tyle dobry, że trafił nawet do kadry narodowej, w której spędził dwanaście lat. Ale nie aż tak dobry, by wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich, co często mu się przypisuje – aktor sam wielokrotnie dementował te doniesienia. Tak czy inaczej, podczas jednego z treningów wypatrzyła go agencja modelingu. I choć nie pracował za grosze, to i tak dorabiał handlem ulicznym, nie do końca zresztą legalnym. Pewnego dnia Stathama przedstawiono wspomnianemu już Ritchiemu, który szukał aktora do swojego pierwszego pełnometrażowego filmu „Porachunki”. Współpraca z młodym reżyserem otworzyła Jasonowi drzwi do Hollywood.

3. Jim Brown

Z nazwiska może niezbyt kojarzony, ale z filmowych występów już pewnie bardziej. Choć zdecydowanie większe sukcesy odnosił na boisku. W trakcie dziewięciu lat gry w NFL (1957-1965) zdobył co prawda tylko jedno mistrzostwo (w 1964 roku, z Cleveland Browns – drużyną, której był wierny przez całą karierę), ale ilość nagród indywidualnych sprawia, że jest uznawany za jednego z najlepszych zawodników w historii ligi. Debiutant roku, czterokrotny MVP, trzykrotny MVP meczu gwiazd, w którym zresztą zagrał dziewięć razy, osiem razy wybrany do jedenastki sezonu, znalazł się też w drużynie dekady (lata 60.), 50-lecia i 75-lecia NFL, a także ośmiokrotnie wywalczył nagrodę za zdobycie największej liczby jardów w sezonie.

Przed kamera debiutował jeszcze będąc aktywnym sportowcem („Rio Conchos” 1964 r.), ale wkrótce przekonał się, że nie jest w stanie ciągnąć dwóch srok za ogon. Gdy w 1966 roku pracował na planie „Parszywej dwunastki”, w której grał jednego z tytułowych dwunastu skazańców, pogoda spowodowała opóźnienie zdjęć, przez co Brown nie mógł uczestniczyć w obozie przygotowawczym swojej drużyny. Wściekły trener zagroził mu karą 1500 dolarów za każdy opuszczony tydzień, na co futbolista zareagował decyzją o zakończeniu kariery, które i tak zaplanował po rozpoczynającym się sezonie.

2. Bud Spencer

A właściwie Carlo Pedersoli, bo tak naprawdę nazywa się starsza i „większa” połowa duetu Bud Spencer-Terence Hill. Aktor kończy w tym roku 85 lat, więc pewnie mało kto pamięta, że w młodości był pływakiem i waterpolistą. I to nie byle jakim – dwukrotnie brał udział w Igrzyskach Olimpijskich (Helsinki 1952 oraz Melbourne 1954), docierając do półfinałów 100 m stylem dowolnym. Wikipedia podaje też, że był pierwszym Włochem, który przepłynął ten dystans w czasie poniżej minuty. Również w piłce wodnej Spencerowi szło nienajgorzej – grając w Lazio zdobył mistrzostwo Włoch w 1954 roku.

Z basenu na dobre wyszedł trzy lata później, jednak już wcześniej grywał w filmach, a jego debiutem była rola strażnika w „Quo Vadis” z 1951 roku. Z Terencem Hillem po raz pierwszy wystąpił osiem lat później w filmie „Hannibal”. Obaj na liście płac figurowali jeszcze pod prawdziwymi nazwiskami (Hill jako Mario Girotti) i dopiero w kolejnych siedemnastu filmach widzowie oglądali ich pod dobrze znanymi pseudonimami. Podobno Pedersoli wymyślił swój na cześć aktora Spencera Tracy’ego i swojego ulubionego amerykańskiego piwa marki Budweiser.

1. Johnny Weissmuller

Może i jest aktorem jednej roli (gdyby być precyzyjniejszym to jednak dwóch), którą zarówno wcześniej, jak i później odtwarzały dziesiątki aktorów, ale to właśnie Weissmuller jest tym, który najbardziej kojarzy się z Tarzanem. To właśnie jego głosem bohater z dżungli przemówił po raz pierwszy. Zanim jednak to nastąpiło, Weissmuller stał się legendą pływania. W 1922 roku jako pierwszy człowiek w historii przepłynął 100 metrów stylem dowolnym w czasie poniżej minuty (58,6 s). Rekord świata, poprawiony przez Johnny’ego dwa lata później o 1,2 sekundy, pozostał w rękach pochodzącego z Austro-Węgier pływaka aż do 1934 roku.

Na arenie międzynarodowej reprezentował Stany Zjednoczone, w których mieszkał od niemowlęcia, a zdobył w ich barwach sześć medali olimpijskich (w tym pięć złotych) na Igrzyskach w Paryżu (1924) i Amsterdamie (1928). W stolicy Francji wygrał w stylu dowolnym na 100 i 400 metrów indywidualnie oraz 200 metrów w sztafecie. Jakby tego było mało, wywalczył również brązowy medal z reprezentacją piłki wodnej. Cztery lata później Weissmuller obronił mistrzostwa olimpijskie na 100 metrów i w sztafecie. A to i tak nie oddaje jego wspaniałości. W trakcie kariery Johnny nigdy nie przegrał wyścigu w oficjalnych zawodach, a pływał na różnych dystansach – od 50 do 800 metrów.

Rekordy świata bił dla zabawy – na zawodach pokazowych, podczas mistrzostw kraju czy też na treningach. Te ostatnie oczywiście nie mogły być uwzględniane w tabelach, jednak i tak przyszły Tarzan wyśrubował niesamowitą liczbę 67 oficjalnie ustanowionych rekordów globu. Na ekranie Weissmuller zadebiutował w filmie „Glorifying the American Girl” z 1929 roku. Trzy lata później zaczęła się jego przygoda z Tarzanem, którego postać odtwarzał dwunastokrotnie. Po raz ostatni w 1948 roku. Później został Jungle Jimem, ale ta rola poszła w zapomnienie, nawet mimo tego, że Weissmuller odgrywał ją w sumie szesnastokrotnie.

A teraz podziel się, nie bądź świnka!