31 października – jak co roku, dzieci w imię durnej mody przywleczonej zza oceanu obchodzą domy w ni to strasznych, ni to śmiesznych przebraniach, wymuszając na lokatorach wydanie słodyczy. Jeszcze durniejsze zwyczaje wymyślają tego dnia księża, grzmiący z ambon, że wydrążona dynia jest znakiem tego, iż twoją duszę posiadł szatan. Można się przerazić albo uśmiechnąć, podobnie jak podczas czytania kilku poniższych historii.

Niezależnie od tego, czy do Twoich drzwi dobija się zgraja małolatów w dziwnych strojach, czy też facet w czarnej sukni prowadzący krucjatę przeciw warzywom, usiądź wygodnie, poczytaj i pokręć głową z niedowierzaniem bądź zażenowaniem. Większość z tych historii należy traktować z przymrużeniem oka (albo i dwóch, jeśli się boisz), ale przecież w każdej legendzie można znaleźć ziarno prawdy. Na początek może jakiś nastrojowy soundtrack?

Sen Lincolna

abe

W noc poprzedzającą wizytę w teatrze, która zakończyła jego żywot, Abraham Lincoln miał sen, o którym opowiedział swojej żonie oraz współpracownikom następnego ranka (stąd o nim wiadomo). Prezydent położył się spać bardzo późno tego wieczora gdyż oczekiwał na wieści z frontu dogorywającej wojny secesyjnej. W pewnej chwili usłyszał płacz dochodzący z dolnych kondygnacji Białego Domu. Lincoln błąkał się po pomieszczeniach, jednak było w nich pusto. W końcu zaszedł do Pokoju Wschodniego, w którym ujrzał katafalk, a na nim zwłoki z zasłoniętą twarzą. Ciała pilnowało kilku żołnierzy, a jeden z nich, zapytany przez Lincolna „Kto umarł w Białym Domu?”, odparł: „Prezydent. Zabity przez zamachowca”. Płacz ludzi wzmógł się, zaś Lincoln w tym momencie wybudził się ze snu.

Dwie twarze

Edward Mordrake, przystojny (jak na ówczesne standardy) i utalentowany młody mężczyzna, żył sobie w XIX wieku w Anglii. Posiadał tytuł para, nie był więc pierwszym lepszym łachmytą, jednak nie czuł się szczęśliwy. Wszystko z powodu twarzy. Nie tej, która sprawiała, że mógł podobać się damom, lecz drugiej, która znajdowała się z tyłu głowy. Jakby tego było mało, miała ona wyraźnie kobiece rysy, choć podobno strasznie szpetne. Oblicze to uśmiechało się gdy Edward był smutny, wodziło oczami za ruchem, ruszało też ustami, lecz nie wydobywał się z nich dźwięk. Mężczyzna twierdził jednak, że „diabelski bliźniak” nie daje mu spać szepcząc w nocy o rzeczach od których włosy stają dęba. Jako że z kobietą ciężko wytrzymać (a już na pewno z taką, która dosłownie siedzi w głowie), Edward popełnił samobójstwo w wieku 23 lat, w liście pożegnalnym prosząc o pochowanie go gdzieś na odludziu, w nieoznakowanym grobie.

Krwawa plama

Uczniowie podstawówki w Sydney po feriach wrócili do szkoły i w znajdującym się na terenie placówki drewnianym schowku natrafili na plamę krwi. Było tego ok. 1,5 litra, a policja ustaliła, że należała ona do osoby niekaranej (brak DNA w bazie), w dodatku bardzo niskiej, bowiem w wyglądającym jak miniaturowa chatka schowku nie mieścił się nikt o wzroście dorosłego mężczyzny. Prawdopodobnie krew należała do dziecka, lecz jej ilość, mimo że nie spowodowałaby natychmiastowej śmierci, nie pozwoliłaby też ofierze oddalić się z miejsca zdarzenia. Tymczasem nigdzie w okolicy nie znaleziono ciała i, co bardziej intrygujące, nikt nie zgłosił zaginięcia dziecka. Historia wydarzyła się na początku 2012 roku i do dziś czeka na wyjaśnienie.

Niewywołany film

W 1997 roku Rita Swift znalazła w starym kufrze niewywołany film z aparatu fotograficznego. Rolka opatrzona była napisem „Zrobione na podwórku we wrześniu 1969” i zawierała zdjęcia pstryknięte przez samą Ritę w owym czasie. Kobieta zaniosła film do wywołania, co mimo upływu 28 lat udało się – z 20 zdjęć tylko ostatniego nie dało się uratować. Pierwszych piętnaście przedstawiało 5-letnią córkę Rity, bawiącą się na podwórku z kotem i psem, ale zdjęcie nr 16 było już dość niepokojące. Widać na nim dziewczynkę stojącą obok szklanych drzwi, otoczoną przez dziwną poświatę. Możliwe, że nie był to duch lecz światło odbite od szkła, ale kolejnych trzech fotek nie da się tak łatwo wytłumaczyć. Nie dość, że wyglądają jakby były zrobione kamerą otworkową, to jeszcze przedstawiają ubranych w stroje z połowy XIX wieku Indian w trakcie rytuałów.

Na jednym widzimy trzech mężczyzn tańczących nad taflą wody, na drugim zaś duże zwierzę (wół lub krowa) ciągnące za sobą ludzkie ciało otoczone przez kilkoro ludzi, w tym kobietę, która zupełnie nie pasowała wyglądem do pozostałych – blondwłosa, ubrana w płaszcz z futrzanym kołnierzem. Trzecie przedstawia stos ciał w trakcie kremacji w ognisku, a wokół niego Indian oraz mężczyznę ubranego w stylu podobnym do kobiety z poprzedniego zdjęcia. Kadr nr 20 nie nadawał się do wywołania, ponieważ na negatywie nie widać nic poza ciemnością, co oznacza, że w momencie w którym zrobiono zdjęcie nastąpił silny błysk światła. Okazuje się jednak, że wytłumaczenie może być bardzo proste: ostatnie zdjęcia zrobiono… telewizorowi, stąd okrągły kształt i gorsza jakość obrazu. Przez niemal trzy dekady kobieta mogła o tym zwyczajnie zapomnieć.

Galaretowaty deszcz

7 sierpnia 1994 roku w Oakville w stanie Waszyngton zdarzył się niezwykły deszcz. Na farmę Sunny Barclift zaczęły spadać półprzezroczyste krople o konsystencji galaretki i wielkości połowy ziarnka ryżu. Z początku nikt szczególnie się tym nie przejął, ale po tym jak rodzina kobiety zaczęła się źle czuć, a jej kot zdechł, Barclift postanowiła dowiedzieć się czym jest nietypowy opad. Wysłała próbki gluta do analizy, a jej wynik był szokujący – galareta zawierała ludzkie białe krwinki. Sprawą zainteresowały się programy telewizyjne szukające niewyjaśnionych tajemnic, ale do tej pory nie ustalono jednoznacznie czym tak naprawdę była galareta.

Zdjęcie z duchem

Emerytowany pilot RAF-u, sir Victor Goddard opublikował w 1975 roku grupowe zdjęcie dywizjonu w którym służył podczas I Wojny Światowej. Fotkę zrobiono na pokładzie statku HMS Daedalus już po zakończeniu walk, a widać na niej członków owej eskadry, którym udało się przeżyć wojnę. No, nie do końca. Na zdjęcie załapał się też Freddy Jackson, mechanik, który dwa dni wcześniej zginął po bardzo bliskim spotkaniu ze śmigłem samolotu. Jego pogrzeb odbył się w dniu, w którym powstała fotografia, a Freddy’ego widać w górnym rzędzie, za żołnierzem stojącym jako czwarty od lewej. Twarz jest na tyle wyraźna, że piloci nie mieli problemu z rozpoznaniem mechanika, który nie zdając sobie sprawy z tego, że nie żyje, postanowił ustawić się do zdjęcia.

Śmierć na morzu

W lutym 1948 roku wiele statków pływających w poliżu indonezyjskiego wybrzeża odebrało wezwanie pomocy z frachtowca SS Ourang Medan. Zapisana łamaną angielszczyzną wiadomość brzmiała „Wszyscy oficerowie, wraz z kapitanem, leżą martwi na mostku kapitańskim. Prawdopodobnie cała załoga nie żyje”. Kolejne sygnały wysyłane alfabetem Morse’a nie składały się na sensowne wyrazy, aż w końcu nadeszło krótkie: „Umieram”. Gdy grupy poszukiwawcze dostały się na pokład statku, znalazły całą załogę martwą, z otwartymi oczami, rozpostartymi ramionami i zwróconymi w kierunku słońca twarzami, na których zastygło przerażenie. Mimo wszystko ciała nie posiadały żadnych ran. Nawet pies znajdujący się na frachtowcu był martwy. Koniec końców, statek stanął w płomieniach, a następnie zatonął, grzebiąc wszelkie dowody na prawdziwość tej historii.

Morderstwo za zamkniętymi drzwiami

Izydor Fink był żyjącym w Nowym Jorku polskim imigrantem, który mieszkał w należącej do niego pralni na 5. Alei. Mężczyzna bardzo bał się włamywaczy, dlatego wszystkie drzwi i okna zawsze były zaryglowane. 9 marca 1929 roku, około 22:30 jego sąsiadka usłyszała krzyki i odgłosy bijatyki. Kobieta wezwała policję, a przybyły na miejsce oficer zastał drzwi i okna zamknięte od środka. Dostrzegł jednak, że rygiel w okienku nad drzwiami wejściowymi nie został zasunięty. Było ono tak małe, że przecisnąć się mógł jedynie chłopiec, który kręcił się w okolicy. Po dostaniu się do środka dziecko otworzyło drzwi, a policjant rozpoczął poszukiwania Finka.

Znalazł go na tyłach pralni, z dwiema ranami postrzałowymi klatki piersiowej i przestrzeloną lewą dłonią. Ta ostatnia rana wskazywała na to, że strzał oddano z bliskiej odległości. Jako że nie było śladów włamania, policja początkowo podejrzewała samobójstwo. Jednak bardzo krótko, ponieważ szybko zorientowano się, że nigdzie nie ma broni, która niechybnie upadłaby na ziemię. Pieniądze i kosztowności leżały na swoim miejscu, a wszystkie zebrane odciski palców należały do ofiary. Mimo poszukiwań, w pralni nie znaleziono żadnych ukrytych pomieszczeń czy sekretnych drzwi, a sprawa po dziś dzień pozostaje nierozwiązana.

Źródła:
http://listverse.com/2010/09/12/10-creepy-mysteries-you-havent-heard-of/
http://www.buzzfeed.com/alanwhite/9-creepily-curious-unsolved-mysteries
http://wafflesatnoon.com/did-mysterious-blobs-rain-down-over-washington-in-1994/
http://www.historicmysteries.com/isidor-fink/
http://rogerjnorton.com/Lincoln46.html
http://www.listsworld.com/the-10-most-bizarre-news-stories-ever-covered-by-the-mainstream-media/
http://listverse.com/2013/06/03/10-more-bizarre-mysteries/
http://9gag.com/gag/a8b1n56
http://www.ghoststudy.com/monthly/oct00/chumash.html
http://www.slightlywarped.com/crapfactory/ghastlyghostgallery/ghosts/timepictures.htm
A teraz podziel się, nie bądź świnka!